|
Strona 1 z 4 część I: Dzieciństwo i szkoła część II: Inicjacja jogiczna Ziarno mojego nauczania zostało zasianeGdy nasze pokazy dobiegły końca, mieliśmy zamiar wracać, Profesorowie collegu Karnataka w Dharwarze chcieli, aby jeden z nas pozostał, aby nauczać jogi. Gurudzi chciał zostawić chłopca Pandarungę Bhatta, lecz profesorowie nalegali, abym to był ja. Początkowo Gurudżi nie godził się na to, ponieważ miałem dopiero 17 lat. W końcu zgodził się na moje pozostanie w Dharwarze. Przez półtora miesiąca ciężko pracowałem, ku zadowoleniu wszystkich, i trenowałem sporą liczbę osób. Gdy mój pobyt skończył się, w nagrodę dostałem ubrania, srebrne kubki i opłacili mój powrót do Majsuni. Dali mi także szal dla Gurudżiego.
Jak Puna stała się moim domem
W lutym 1937 roku udałem się na objazd w okręgu Majsurskim z pokazami i wykładami jogicznymi. W czasie tego objazdu zyskałem doświadczenie, lecz nie zachętę. Wprost przeciwnie, musiałem pokrywać wydatki z własnej kieszeni. W końcu wróciłem do Majsuru,
W tym czasie pewien śri Narasingarao z Koratagere przybył do Majsuru i poprosił Gurudżiego, abym wraz z nim udał się do Koratagere i tak się stało. Zacząłem go leczyć. Po paru dniach dałem pokaz. Sri Narasingarao nic mi nie zapłacił. Gurudżi napisał, abym wracał do Majsuru. Po powrocie Gurudżi powiedział mi, że mam jechać do Puny i uczyć tam przez okres sześciu miesięcy, poczynając od września. Moje wynagrodzenie miało wynosić 60 rupii. Ponieważ byłem jedyną osobą w szkole jogi, która trochę znała angielski, to ja właśnie miałem szansę pojechać do Puny.
W tym czasie maharadża poprosił Gurudziego, by udał się w objazd po Bezwadzie i okolicach. Stan mojego konta oszczędnośćiowego wynosił 30 rupii, z czego 28 rupii musiałem wydać na moją podróż do Puny. Gurudżi poprosił jednego z moich kolegów, aby towarzyszył mu w podróży, ale on musiał sam płacić za bilety kolejowe. Kolega poprosił mnie o pożyczenie mu 15 rupii i zrobiłem to. W dniu 2 lipca 1937 roku z 13 rupiami w ręku wyruszyłem w podróż do Hubli leżącej w połowie drogi do Puny. W Punie miałem być przed końcem sierpnia. Nie miałem tylu pieniędzy, by przetrwać dwa miesiące i przerwałem moją podróż, mając nadzieję, że w Hubli zarobię trochę pieniędzy. Poprzedniego roku pracowałem w Dhawarze odległym od Hubli o 15 mil. Tym razem postanowiłem poszukać szczęścia w Hubli, Kiedyś uczyłem pewnego śri Ramaswamiego, pracownika Młynu w Bharat w Hubli, podczas jego pobytu w Majsurze. Napisałem do niego, że chciałbym pobyć w Hubli przez miesiąc. Był bardzo uprzejmy i znalazł mi miejsce w domu swego przyjaciela, gdzie spałem i jadłem. Zacząłem od uczenia pięciu czy sześciu osób, w tym i mojego gospodarza. Zostało ustalone, że oni wszyscy opłacą moje wydatki w Hubli oraz bilet kolejowy do Puny. Planowałem również pojechać do Dharwaru, aby i tam spróbować szczęścia.
Mój plan dnia był wypełniony. Codziennie o 6 rano wychodziłem z domu i maszerowałem 3 mile do stacji, skąd jechałem do Dharwaru. Bilet kolejowy na trasie Hubli-Dharwar kosztował 2 anny. Zajęcia w Dharwarze były rozczarowaniem. Poprzedniego roku uczyłem około 30 osób, a teraz miałem tylko jednego mężczyznę, którego uczyłem w zamian za poranny posiłek. Po lekcji, o 10.30 jadłem i udawałem się w drogę powrotną do Hubli, tym razem pieszo, łącznie przemierzałem na nogach 18 mil dziennie. W tym okresie dałem dwa wykłady-pokazy, jeden w Hubli, drugi w Dharwarze. W Punie miałem być najpóźniej 30 sierpnia, więc kupiono dla mnie bilet do Puny, dostałem 5 rupii na drobne wydatki i 29-go wyjechałem z Hubli. Śri Ramaswami i inni moi uczniowie odprowadzili mnie do pociągu. Rankiem 30 sierpnia 1937 roku dotarłem do Puny, miałem przy sobie 4,5 rupii jako cały mój majątek.
«« start « poprz. 1 2 3 4 nast. » koniec »» |