Joga jest jak muzyka Drukuj

Tak. Wiele z wcześniejszych trudności zeszło już na dalszy plan, na przykład prowadzenie jogi w grupie, nauczanie kobiet lub małych dzieci, czy wprowadzanie jogi do programu szkolnego. Joga cieszy się coraz większą akceptacją wśród ludzi " być może dlatego, że stała się modna ... trudno powiedzieć. Obecnie przedmiot naszych zmagań zmienił się " problemem naszych czasów jest to, że złe rzeczy są bardziej nośne i łatwiej się przyjmują niż dobre. Stąd wynika dla mnie prosty wniosek, że nauczyciel, bardziej niż ktokolwiek inny, musi nauczać dając dobry przykład. Nie można doskonalić się duchowo bez świadomości moralnej i etycznej. Moja etyka sprawia, że uczniowie budzą w sobie świadomość i potrzebę budowania własnej etyki. To jest moja metoda nauczania. Jeżeli jest to zarzut pod moim adresem, godzę się z tym, bo to służy dobru. Należy mieć na uwadze dobro społeczeństwa w dłuższej perspektywie.

Czy zdarzały się potknięcia w twoim życiu? Czy czułeś kiedykolwiek, że utraciłeś inspirację swoją sztuką?

Tak. Były wyraźne okresy bezpłodne i pełne zamętu... w roku 1944 " roku mojej pierwszej porażki, kiedy czułem się "zużyty" ... nie było we mnie wewnętrznego ruchu. Wciąż intensywnie ćwiczyłem, ale było to aktem mojej woli, mojego ego. Brakowało mi ważnej rzeczy - wewnętrznej harmonii. Moje wykonywanie asan było "bezduszne".

Okres tej niestabilności, która była we mnie cokolwiek robiłem, zaczął się w roku 1938. W moich ćwiczeniach nie było wówczas nic poza uporem. Horyzonty moich zainteresowań sięgnęły poza cierpienie, aż do jasnego światła wiedzy. Taka była moja ewolucja. Jestem samoukiem w tym sensie... Skąd pochodzi ewolucja tej inteligencji i moja świadomość języka? Jestem człowiekiem sentymentalnym i mam głęboką wiarę w to, co robię " wiarę, która oczyszcza duszę. Myślę, że właśnie stąd ona pochodzi. Potem w 1977 miałem dwa wypadki i czułem, że unicestwiły one wszystkie moje postępy na ścieżce jogi. Znalazłem się w punkcie wyjścia.

Naderwałem mięśnie barku, mój kręgosłup był jak galareta, a ja sam czułem się jak drewniana kłoda. Każda asana sprawiała mi ból. Przyrzekłem sobie nie obcinać włosów, zanim nie odzyskam moich poprzednich umiejętności i siły. Potem przyszła długa żmudna i prawie kliniczna analiza " ABC trikonasany. Była to dla mnie swoista medytacja. Proces ten doprowadził mnie do osiągnięcia mistrzowskiej techniki nauczania tej asany. Wyleczyłem się. Bóg zesłał mi cierpienie, ale z korzyścią dla was.

Grupy, które prowadzisz są bardzo zróżnicowane. Jak radzisz sobie z nauczaniem tak różnych uczniów w jednej grupie? Każdy z uczniów rozumie i stosuje twoją naukę na swój własny sposób. Czy są to twoje świadome poczynania jako nauczyciela czy też zawarte jest to w samej sztuce jogi?

Musiałem wykształcić metodę nauczania, a potem odpowiedni język. Przedmiot mojej nauki jest bardzo ezoteryczny i często błędnie interpretowany. Dużą część mojego nauczania zabiera wyjaśnianie pewnych pojęć sobie i moim uczniom. Proces ten jest wysoce kształcący. Potrafię współodczuwać i uczyć się od każdego ucznia - słabego (mridhu), średniego (madhyam) i pilnego (teevra). Staram się wchłonąć ich słabości, identyfikować się z nimi i uczyć od nich. Nauczałem wielkich intelektualistów jak Krishnamurti, Huxley, Yehudi Menuhin, Jai Prakash Narayan, ale uczyłem też wielkie miernoty.

Nawet jeśli człowiek zupełnie nieetyczny rozwinie w sobie choć odrobinę zasad etycznych, spełnię wówczas swój obowiązek. Dlatego dostosowuję moją naukę do ich poziomu... Kiedy nauczam dzieci robię to zgodnie z ich naturą. Muszę stać się dzieckiem. Tak więc uczę się od każdego. Niewinności można się nauczyć od szaleńca, a odwagi od mędrca.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »