Relacje
Warsztaty z Lois Steinberg w Champaign Urbana
Autor Ewa Osiak
( 2 Ocen )Relacja z pierwszego tygodnia w Instytucie B.K.S Iyenagara w Champaign Urbana, prowadzonego przez Lois Steinberg – 1-go i najbardziej intensywnego, bo wlaśnie trafilam na tygodniowy warsztat terapuetyczny prowadzony dla grupy Rosjan.
Photo Elena Matveeva
Z Warszawy wyjechałam 4 września o godz. 6.00 rano, dojechałam na miejsce o godz. 22.00. Na własne życzenie przedłużyłam sobie podróż o 3 godziny. Chciałam być rozsądna i zapobiegawcza ;-) Jeszcze w Polsce kupiłam bilet na autobus z lotniska do Urbany, okazało się to zupełnie zbyteczną „przedsiębiorczością”. Przyleciałam o godz. 14:10, odprawa trwała 30 minut, a bilet miałam na godz. 18:00. Nie mogłam wykorzystać biletu na wcześniejsze kursy, wiec z żalem przez kolejne 3 godziny siedziałam i patrzyłam jak kolejne autobusy, odjeżdżają do Urbany Champaign - beze mnie!
Jedna, mała chwila iluminacji
Relacja Romka Grzeszykowskiego z warsztatu z Lois Steinberg (zdjęcia: Bodzia Matulaniec).
Kiedy spotykam tego samego nauczyciela, na kolejnym warsztacie, często mam wrażenie jakbyśmy rozstali się dopiero wczoraj. Podobnie było z Lois, na warsztacie który odbył się w Suchej Beskidzkiej w dniach 26-29 listopada.
Wrażenie to było tym silniejsze, im częściej Lois odwoływała się do zagadnień poruszanych w roku ubiegłym. Swoją drogą, przy tak nasilonej ostatnio turystyce jogiczej, trzeba mieć niezłą pamięć, by połapać się w tym czego oczekują jedni nauczyciele a co jest zabronione, bo i takie sytuacje się zdarzają. Natomiast co do pamięci, Lois swoim zwyczajem poprosiła wszystkich uczestników warsztatów by się przedstawili, tych których pamiętała z poprzednich warsztatów sama przedstawiła i przez cały warsztat usiłowała zwracać się do ok 90. osób po imieniu – wyrazy szacunku.
"Przed, w trakcie i po.." - relacja
Relacja z warsztatu Kasi Pilorz 23 - 24 stycznia 2010 poświęconego praktyce kobiecej – "menstruacja: przed, w trakcie i po".
Pracownia Asan zaprosiła Kasię Pilorz do poprowadzenia cyklu warsztatów poświęconych praktyce kobiecej. W styczniu odbył się pierwszy z nich – dotyczący praktyki przed, w trakcie i po menstruacji.
Kasia rozpoczęła warsztat od zapytania o nasze oczekiwania, po czym powiedziała, co ona chciałaby podczas niego zaakcentować – zrozumienie natury najważniejszych zmian w kobiecym ciele wyznaczanych (zazwyczaj) 28-dniowym cyklem. Podkreśliła, że nie chciałaby podawać nam „uniwersalnej sekwencji menstruacyjnej” ani zagłębiać się w dyskusje o tym, które asany są dopuszczalne, a które niewskazane, ale że jej celem jest przekazanie nam dlaczego niektóre asany mogą być niewskazane i jak powinno pracować kobiece ciało, by praktyka była dla niego pomocą.
Rozpoczęliśmy od siadów, by doświadczyć jak pracuje dół miednicy (odczuwalny m.in. poprzez ułożenie guzów kulszowych, łona) – zależnie od podparcia pośladków i pachwin/ud na kocach. Sprawdzaliśmy, w jakim ułożeniu nasze ciało będzie stabilnie podparte na pionowo, centralnie ustawionych guzach kulszowych. Osoby z nadelastycznymi pachwinami (częściej kobiety) siadały na kocach głębiej, podpierając nie tylko pośladki, ale i uda, dzięki czemu mogły dociążyć tyły guzów kulszowych, które zazwyczaj są u nich w siadach i skłonach uniesione. Osoby o sztywniejszych biodrach siadały na krawędzi kocy, by dociążyć przody guzów kulszowych i móc wyprostować kręgosłup.
Siady i zbudowana w nich stabilna „baza” bioder pozwoliły nam także poczuć jak odpowiednie wydłużanie kręgosłupa i boków tułowia przekłada się na unoszenie organów wewnętrznych, pozytywnie (poprzez rozciąganie i tworzenie przestrzeni) oddziałujące na jajniki, jajowody i macicę. We wszystkich kolejnych asanach powracaliśmy uwagą do ustawienia bioder, by przednie pachwiny cały czas pozostawały wydłużone, utrzymując otwarcie i przestrzeń dla unoszenia organów wewnętrznych.
Listy z Indii

Niesamowici są ci Indianie, jest smacznie pysznie, kolorowo, gorąco i niemożebnie tanio! Internet po 50 gr za l h, luksusowy dom, który w pięć osób wynajmujemy w dobrej dzielnicy, kosztuje 125 $ od osoby ZA MIESIĄC. Z drugiej strony WSTRZĄSAJĄCA bieda. Zawszone dzieci zaczepiają mnie na każdym kroku... Słonie, wielbłądy czy małpy na ulicach to widok zwykły zwyczajny, o krowach nie wspominając. Wszystkie psy od jednej suki chyba???, koty są trzy na miliard ludzi, jeden mieszka z nami.
Zakochałam się w tym kraju z wzajemnością mam wrażenie. Rzeczy tu są jakby odarte z formy, sama treść... Hindusów oczy i twarze są niesamowite, robię mnóstwo portretów i zwiewnych kobiet motyli siedzących bokiem z tyłu motocykla. O kasku nikt tu nie słyszał, a każdy ma motor i trąbi ile wlezie, ot tak dla hecy.
Widziałam Taj Mahal o wschodzie słońca, robi wrażenie, choć jak zobaczyłam lyengara, to wzruszyłam się do imentu... Człowiek formatu DżiPiTu, mówię Wam. Przepisałam na niego mieszkanie i samochód.
Żarcik taki.
Świątynia Patanjalego
Zainspirowana ciekawymi wspomnieniami Kasi Pilorz z obchodów 90-tych urodzin BKS Iyengara, postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami z drugiej części obchodów, jaką była podroż na południe Indii. Byłam jedyną osobą z Polski wśród 270 uczestników. Była to dla mnie fascynująca przygoda.
Podroż zaczynała się w Bangalore. Każdy musiał dojechać tam w najdogodniejszy dla siebie sposób. Postanowiłam wylecieć o dzień wcześniej niż wszyscy, bardzo wcześnie rano i zwiedzić kilka miejsc, które polecali mi znajomi. Podczas lotu odkryłam, ze kilka rzędów za mną śpi Guruji, obok niego wnuczka Abby, a dalej w rożnych miejscach siedzi cala rodzina Iyengarow oraz dwóch kamerzystów, którzy filmowali wszystkie uroczystości! Byłam niezmiernie podekscytowana tym faktem. W lotniskowym autobusie uśmiechał się do mnie z daleka, jeszcze zanim się do niego przedostałam. A kiedy stanęłam obok i dotknęłam jego stop, poklepał mnie z wielkim uśmiechem po obu ramionach tym swoim cudownie zabawnym sposobem, jaki obserwowałam wielokrotnie w Punie. Wychodząc z lotniska ze zdumieniem zobaczyłam tablicę witającą „gości urodzinowych Iyengara”. Całe dwa dni ktoś czekał na wszystkie samoloty z Puny i zbierał gości. Kiedy podeszłam do tablicy, kilka osób już czekało. Podeszła do nas jedna z córek Iyengara Sunita. Powitała nas. Guruji z daleka nam pomachał. Zapakowano nas do luksusowego minibusu i odwieziono do hotelu, który okazał się być bardzo daleko, już poza miastem. W korkach jechaliśmy ponad trzy godziny. Hotel był duży, mega-luksusowy, elegancki i gustowny, cały wynajęty dla gości urodzinowych. Wszyscy bardzo się starali zaspokoić każdą naszą zachciankę. Np. gdy postanowiliśmy w kilka osób wspólnie poćwiczyć na dachu przy basenie, gdzie była zadaszona, nieczynna kawiarenka, na nasza prośbę wyniesiono z niej meble, żeby zrobić nam miejsce na praktykę z widokiem na Bangalore. Nawet eleganckie spa na najwyższym pietrze miało specjalne zniżkowe „ceny urodzinowe”. Postanowiłam, ze zamiast tkwić w korkach i wdychać spaliny miasta, skorzystam ze specjalnych ofert. Spędziłam bardzo miły, relaksowo-towarzyski dzień.
Vinyasa w praktyce jogi Iyengara
24 października 2009 w Krakowie, w swojej szkole, w siedzibie Zespołu Ludowego Krakowiacy, Kasia Pilorz ponownie rozpoczęła roczny cykl warsztatów jogi „Vinyasa w praktyce jogi Iyengara”. Z wielką radością wybrałam się na warsztat. Uczestniczyłam w podobnym cyklu vinyas w 2007/2008. Wtedy pomimo, że praktykowałam i znałam vinyasę znaną „iyengarowcom” jako „powitania słońca”, to te warsztaty mnie olśniły i urzekły ‘jogicznie’. Zakochałam się w vinyasach ze szkoły BKS Iyengara, co zresztą odczuli to od razu moi uczniowie na lekcjach ;-). Niektórzy podzielali to moje głębokie uczucie do vinyas, a niektórzy wyczuwając nadchodzące vinyasy na najbliższych zajęciach z lekka je mijali. No cóż czasami można było się trochę napocić i może ‘coś stracić, z czym tak się od wielu lat bezpiecznie byliśmy związani”. Jak to Kasia pisze „doświadczenie spływa na praktykującego wraz z potem wyciskanym na zajęciach” – taka to szczera w tym prawda i nie bójmy się ją odkryć. Ale żeby to odkryć, to trzeba tego dotknąć.
Vinyasy w praktyce Iyengara nie są to głównie asany wykonywane w cyklach dynamicznie, w tempie. Nie są to vinyasy w rozumieniu ashtanga jogi.
To przede wszystkim ustawione w logicznym szeregu sekwencje, poprzedzone zawsze wstępem, przygotowujące systematycznie i powoli ciało i umysł do coraz trudniejszych i wymagających asan. Jest tam dużo precyzji, uważności, staranności i konsekwencji Iyengara. Z biegiem warsztatów poziom trudności wzrasta. Wzrasta też dynamika zajęć, gdyż ciało i skoncentrowany umysł gotowe są na to. Sekwencje zaczynają płynąć, są dynamiczne, co „nie oznacza że skoczne”. Doświadczamy zdyscyplinowanego, uważnego umysłu, a ciało poddaje się rytmowi powtórzeń asan. Jest tylko ruch i oddech, umysł doświadcza spokoju. Gdy pojawią się objawy ‘braku siły ducha” to obecność grupy, jej energia pozwoli nam przekroczyć kolejny próg tego co może dotychczas było niemożliwe, i „niemożliwe staje się możliwe”.
Warsztat z Corine Biria 2009 - między praktyką kobiecą a Juniorem I
W zeszłym tygodniu w Suchej Beskidzkiej odbył się warsztat z francuską nauczycielką Corine Biria. Przeznaczony był wyłącznie dla członków PSJI i nauczycieli praktykujących jogę wg przekazu Gurujiego B.K.S. Iyengara, więc wydawałoby się, że wszyscy będziemy w stanie spełnić oczekiwania prowadzącej warsztat. I najprawdopodobniej tak było, choć Corine ma specyficzny sposób motywowania uczniów do wytężonej pracy - daje im ciągle do zrozumienia, że osiągnęliby więcej, gdyby uważniej słuchali i pracowali jeszcze mocniej. Poddając się doświadczeniu i mądrości Corine „połknęliśmy ten haczyk” i daliśmy z siebie wszystko.
Konwencja Jogi z Gitą Iyengar 2009
Rzadko kiedy Gita przyjeżdża do Europy. W Polsce gościła w 2002 roku. Od 12 do 16 maja przebywała w Kolonii. Ponad 600 osób z 20 krajów przyjechało, aby uczestniczyć w warsztatach z tą doświadczoną nauczycielką, najstarszą córką B.K.S Iyengara. Polskę reprezentowała znakomita delegacja złożona z 20 osób. Relacje i zdjęcia z tego niezwykłego wydarzenia dostarczył Wiktor Morgulec, a opracowała Justyna Moćko. Tekst został opublikowany na łamach portalu joga-joga.pl.
