Warsztat z Corine Biria 2009 - między praktyką kobiecą a Juniorem I

W zeszłym tygodniu w Suchej Beskidzkiej odbył się warsztat z francuską nauczycielką Corine Biria. Przeznaczony był wyłącznie dla członków PSJI i nauczycieli praktykujących jogę wg przekazu Gurujiego B.K.S. Iyengara, więc wydawałoby się, że wszyscy będziemy w stanie spełnić oczekiwania prowadzącej warsztat. I najprawdopodobniej tak było, choć Corine ma  specyficzny sposób motywowania uczniów do wytężonej pracy - daje im ciągle do zrozumienia, że osiągnęliby więcej, gdyby uważniej słuchali i pracowali jeszcze mocniej. Poddając się doświadczeniu i mądrości Corine „połknęliśmy ten haczyk” i daliśmy z siebie wszystko.

Image

Pierwszego dnia, w czwartek po południu zaczęliśmy od praktyki regeneracyjnej i przygotowującej nasze ciała do wytężonej pracy następnych dni. Poznaliśmy trzy sposoby wykorzystania prostego sprzętu  (krzeseł, gryfów i kostek) dla niwelowania częstych przypadłości kręgosłupa piersiowego, łopatek i szyi w śirsasanie.

W piątek po pranayamicznym buczeniu pszczoły zaczęliśmy właściwą cześć warsztatu czyli, ku naszemu zdziwieniu - szlifowanie asan z poziomu Junior I. Długie drewniane kije posłużyły Corine do pokazania kierunków układania się kości nóg  i miednicy w utthita trikonasanie,  utthita parśvakonasanie i ardha candrasanie i korygowania ich ułożeń. Dzięki parśvottanasanie poznaliśmy sposób rozszerzania przednich pachwin  i układania korzenia kręgosłupa dla skłonów w przód. Potem rozebraliśmy na czynniki pierwsze problem bolących kolan w janu śirsasanie.  


Image

 

Wieczorem, ci którzy przyjechali na warsztat „kobiecy”, doczekali się wreszcie pierwszego zagadnienia z tej specyficznej pracy. Ułożenie bolstera  w supta baddha konasanie – tuz przy pośladkach,  determinujące lekko wypukły kształt dolnego brzucha zdziwił i zafrapował, zwłaszcza tych, którzy w zeszłym roku byli na warsztacie z Lois Steinberg.  Kolejna pozycja - menstruacyjna setu banda sarvangasana na dwóch wałkach, dwóch klockach i zrolowanym kocu pod głową nie wzbudziła już żadnych kontrowersji i dała się poznać jako niezwykle relaksacyjna i otwierająca. Była alternatywą dla salamba sarvangasany na krześle, którą Corine wytłumaczyła wyczerpująco, włącznie z techniką asekuracji podczas wkładania  ćwiczących do tej pozycji. Nie pominęła nawet sposobów ułożeń koców dla osób z problemami z odcinkiem szyjnym kręgosłupa i pracy pachwin u kobiet w ciąży.


Image

 

Sobota rozpoczęła się pracą barków w m.in. w urdhva hastasanie, gomukhasanie i paścima namaskar. I znów zdziwienie - panie z menstruacja w virabhadrasanie I  unoszą ręce, ale mogą nie zginać kolana. Nie trudno się domyślić, że taka praca dosłownie i w przenośni podgrzała temparature na sali - byliśmy gotowi do wygięć do tyłu. Po otwarciu przodu ciała w supta virasanie na klocku nastąpiła cała seria tychże -  od eka pada bhekasany do urdhva dhanurasany. I pomimo kończącego poranną prace wyciszenia i rozciągnięcia dolnych pleców wyszliśmy z sali pobudzeni. Energia dosłownie nas roznosiła,  o czym świadczyły śmiechy i wesołe pohukiwania na korytarzu w drodze na stołówkę oraz żarty i przekomarzania podczas obiadu.

Po kilku  różnych rodzajach supta padangusthasan  (z przewaga supta padangusthasany bocznej) stało się jasnym, że sesja popołudniowa to czas dla stawów biodrowych. Bardzo nisko posadzona baddha konasana niektórym mocno dała się we znaki. Na koniec zostaliśmy podzieleni na pary. Każda para wyposażyła się w dwa krzesła i dwa bolstery i  poznaliśmy  „najprawdopodobniej najniewygodniejszą setu bandhę świata”, ponieważ poziomy brzuch i pionowe płuca okazały się kombinacją bardzo wymagającą.   Żeby być uczciwym, należy w tym miejscu dodać, że ta pozycja właściwie kończyła  zagadnienia menstruacyjno- ciążowe. Corin wyjaśniła, że wprawdzie taki miał być temat główny warsztatu, ale nie dysponuje specjalistycznym sprzętem, a to co na sali posiadaliśmy jest dalece niewystarczające.

Niedziela, ostatni dzień naszego spotkania  w Suchej Beskidzkiej upłynęła pod znakiem skłonów. Simhasana i gomukhasana przygotowały nasze przednie pachwiny do wygięć w przód. I choć w pascimottanasanie nie spędziliśmy trzech godzin i kilku minut, a tylko kilka minut, to i tak po sesji niektórzy z nas mieli wrażenie, że byli bliżej samahdi niż kiedykolwiek.

Jeszcze wspólny obiad i koniec. Wspaniały warsztat z Corine Biria 2009 za nami. Nie waham się napisać wspaniały. Niedociągnięcia organizatorskie*, które sprawiły że ci, którzy przyjechali na praktykę pod kątem potrzeb kobiet, otrzymali coś zupełnie innego, mogły spowodować u uczestników co najmniej dezorientację.  Ale dzięki niebywałej wiedzy nauczycielki nikt z nas nie zmarnował tego czasu.  I chwała jej za to.

*) warsztat był rekomendowany przez PSJI jednak organizatorem warsztatów był Konrad Kocot (przyp. red.)

Kalendarz imprez

<<  Lipiec 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
        1
  2  3  4  5  6  7  8
  910111213
     
webmaster