Warsztaty z Lois Steinberg w Champaign Urbana

( 3 Ocen )

Relacja z pierwszego tygodnia w Instytucie B.K.S Iyenagara w Champaign Urbana, prowadzonego przez Lois Steinberg – 1-go i najbardziej intensywnego, bo wlaśnie trafilam na tygodniowy warsztat terapuetyczny prowadzony dla grupy Rosjan.

image

Photo Elena Matveeva

Z Warszawy wyjechałam 4 września o godz. 6.00 rano, dojechałam na miejsce o godz. 22.00. Na własne życzenie przedłużyłam sobie podróż o 3 godziny. Chciałam być rozsądna i zapobiegawcza ;-) Jeszcze w Polsce kupiłam bilet na autobus z lotniska do Urbany, okazało się to zupełnie zbyteczną „przedsiębiorczością”. Przyleciałam o godz. 14:10, odprawa trwała 30 minut, a bilet miałam na godz. 18:00. Nie mogłam wykorzystać biletu na wcześniejsze kursy, wiec z żalem przez kolejne 3 godziny siedziałam i patrzyłam jak kolejne autobusy, odjeżdżają do Urbany Champaign - beze mnie!

Photo Ewa Osiak

Tak więc siedmiogodzinna różnica czasu plus 3 godziny czekania, plus 4 godziny w autobusie, czyni mój dzień długim. A w poniedziałek już o godz. 7.00 rano wszyscy jesteśmy na matach, rozpoczynamy warsztat praktyką asan, w tym pozycje odwrócone, aby szybciej „dojść do siebie” po podróży.

Ćwiczymy do godz. 9.00, później krótka przerwa i kontynuujemy do godz. 12.00. Po przerwie zapoznajemy się z kartami studentów grupy terapeutycznej, zwanych również pacjentami. Jednak Lois nie lubi i unika nazywania swoich uczniów „pacjentami”, nawet tych, którzy uczestniczą tylko i wyłącznie w specjalnie dla nich zaprojektowanych zajęciach, gdyż ich stan zdrowia nie pozwala na uczestnictwo w zajęciach ogólnych.

Omawiamy karty i słuchamy instrukcji dotyczących przeprowadzania wywiadu, aby za chwile osobiście i samodzielnie, zapoznać się ze studentem i przeprowadzić z nim/nią wywiad.

Każdy z nas (pracujemy w parach) otrzymuje kartę informacyjną przesłaną przez studenta. Ja z Andrea idziemy na pierwszy ogień, otrzymujemy Stephen’a, który jest po 4 operacjach serca, ma problemy z biodrem, ścięgnem, piętą i dolnym odcinkiem kręgosłupa.

Stephen przychodzi, a wręcz wtacza się z bólem dolnego odcinka kręgosłupa, tak dużym, że przez ostatnie 3 tygodnie był prawie unieruchomiony. Lois wspiera nas w wywiadzie dodatkowymi instrukcjami oraz dodatkowo na tzw. cito zaleca Stephen’owi 2 pozycje, aby natychmiast mu pomoc.

Uczy nas otwartości na niezaplanowane sytuacje; otwartości i gotowości do niesienia pomocy, gdy tylko jest to możliwe i konieczne. Dodam, że Stephen jest uczniem grupy terapeutycznej od jakiegoś czasu, przez ostatnie 3 tygodnie nie przychodził na zajęcia, właśnie z powodu ostrego bólu dolnej części kręgosłupa, czego Lois absolutnie nie poparła, wręcz nalega, aby w takich przypadkach kontaktować się z nią natychmiast.

Tak wyglądał nasz pierwszy kontakt z „naszymi” studentami.

 

Photo Ewa Osiak

Po spotkaniach i przeprowadzeniu wywiadu, otrzymujemy zadania domowe na tzw. roboczy lunch. Mamy ułożyć sekwencje asan dla naszych studentów.

Następnie o godz. 17.00 ponownie się spotykamy na sali, aby praktykować. W zestawie mamy pozycje relaksowe oraz „psy z głową do góry i do dołu”:-)

Kolejnego dnia o 7.00 rozpoczynamy prace z naszymi studentami - grupa terapeutyczna.

Część zestawów przygotowanych przez nas zostaje dopuszczona do prowadzenia, część zostaje zmieniona, a część z nas otrzymuje zestawy opracowane przez Lois.

W naszym tzn. moim i Andrea, przypadku ze względu na kiepski stan ogólny Stephena i dużą bolesność, prowadzimy sesje wg. zestawu otrzymanego od Lois. Nasze opracowanie było zbliżone, ale mogłoby się okazać za mocne dla Stephana. Lois uświadamia nam, jak ważne jest „być w skórze studenta”, starać się się czuć to, co on czuje, aby trafniej dobrać zestaw asan, jak również cały czas być na bieżąco i modyfikować asany/zestaw, jeżeli sytuacja się zmienia, bądź zalecona asana nie przynosi oczekiwanych efektów.

Praca ze studentami, którzy odczuwają prawdziwy ból, zgłaszają zazwyczaj kilka „przypadłości”, a nie tylko jedna dolegliwość, jest z pewnością inną niż praca w parach na warsztatach, gdzie studenci znają pozycje i na ogół są zdrowi - ok zdrowsi….. no dobrze, niech będzie, że są na chodzie i żyją na pełnych obrotach :-).

Jest to duże i prawdziwe doświadczenie, każdy ruch może spowodować dużo bólu uczniowi, więc trzeba uważać, co i jak się robi, aby wszystko szło ku polepszeniu stanu zdrowia a nie pogorszeniu.

Photo Ewa Osiak

Tak więc pierwszy dzień. jest stresujący dla mnie - pełna sala ludzi, mnóstwo sprzętu i obolały Stephen. Trzeba bardzo uważać, aby na kogoś nie nadepnąć, nie potknąć się o sprzęt, nie pośliznąć się na kocu etc., trzeba mieć oczy zainstalowane wokół całej głowy, nie tylko z przodu i cały czas używać ich!:-)

Lois jest dostępna dla każdego, jest z nami wszędzie. Cierpliwie odpowiada na nasze pytania, podpowiada a także srogo upomina, jeśli coś wykonujemy nieprawidłowo. Jest bardzo dynamiczna, niezmordowana w tym, co robi....I tak jest każdego dnia. Pomimo intensywności i wielu projektów, które prowadzi jednocześnie jest pełna energii

Tutaj wyrażam słowa pełnego uznania i podziwu dla jej oddania metodzie i uczniom. Jest całkowicie z nami, dla nas i dla swoich studentów.

Photo Ewa Osiak

 

Po grupie terapeutycznej, mamy chwile przerwy i o godz. 9.00 zaczynamy ponownie. Tym razem praktyka jest prowadzona przez Lois, skłony do przodu, boczne oraz skręty w pozycjach stojących i siedzących. Otrzymujemy dużo informacji gdzie i jak terapeutycznie stosować powyższe asany.

O godz. 17.15 uczestniczymy w 2 godzinnych regularnych zajęciach dla grupy zaawansowanej prowadzonych przez Lois.

Kolejnego dnia ponownie zaczynamy od godziny 7.00 i tak już do końca warsztatu..... Z krótszymi lub dłuższymi przerwami, z bardziej lub mniej intensywnymi zajęciami, kończymy o godz. 19:00

Ale po godz. 19.00 nie padaliśmy jakby się wydawało....były koncerty, „imprezy”, na które Lois nas zabierała, nawet były tańce, a na koniec ognisko i pieczone ziemniaczki….....i wtedy zrobiło się bardzo swojsko.....……mniam:). Tydzień był intensywny zarówno pod względem praktyki, otrzymanej wiedzy jak i rozrywki.
......przyznaje - troszkę podsypiałam w czasie przerw...... organizm się gubił z poczuciem czasu i domagał się się snu w trakcie dnia.... A ja lubię swój organizm - więc mu go dostarczałam:)

Photo Elena Matveeva

Rosjanie byli bardziej aktywni ode mnie, gdyż oni mieli tylko tydzień na naukę, praktykę, rozrywkę i zwiedzanie.

Wyjechali 12.09.2011 i zrobiło się troszkę pusto, ja jeszcze tu pozostanę do 24 listopada, żeby dokładnie utrwalić otrzymaną wiedzę, wchłonąć nową, no i skoro tu już jestem, to chciałabym poznać Amerykanów, ich styl życia i pozwiedzać okolice. Zrobiłam już małe rozeznanie terenu i mogę powiedzieć że miasteczko jest małe i bardzo spokojne, uniwersyteckie. Jest tu ok 600 tys. studentów z całego świata, 80% miejsc zatrudnienia zapewnia Uniwersytet.....ale jest też blisko duże przepiękne miasto zwane „wietrznym miastem” - Chicago, gdzie właśnie wybieram się na wycieczkę:)

 

Mam nadzieje że natchnienie zostanie ze mną i napisze parę słów po „wycieczce”:-)

Photo Elena Matveeva

 

Pozdrawiam serdecznie z B.K.S Iyengar Yoga Institute of Champaign Urbana

Ewa Osiak
Można do mnie pisać
ewaosiak@hotmail.com
Dziękuję „grupie Rosjan” (tak zostali nazwani „russian group”) za wspólna praktykę oraz zabawę, Elenie za przesłanie zdjęć a szczególnie Stephanowi oraz Lois za wyrażenie zgody na publikacje.





O autorce
Ewa Osiak – od 13 lat praktykuje jogę wg. Metody B.K.S Iyengara. Pierwszy kontakt z jogą to rok 1994, pierwsza nauczycielka to Angelika Grohman http://www.yogabodyoflight.com .
Uczestniczyła w licznych warsztatach doszkalających, prowadzonych zarówno przez polskich jak i zagranicznych nauczycieli. Obecnie przebywa i doskonali swoja praktykę pod okiem Lois Stainberg w B.K.S.Iyengar Institute of Champaign-Urbana.
Poza jogą, ogromną wiedzę i doświadczenie czerpie z samotnych podroży z plecakiem i ledwo co naszkicowanym planem, który często rozpada się pod wpływem nowych, niezaplanowanych wydarzeń. Właśnie te wydarzenia wprowadzają do nowego doświadczania i poznawanie siebie. Przyjmowania rzeczywistości takiej, jaka ona jest. Samotne podróże mnie ukształtowały, doświadczenie na macie mnie gruntują, dają wiarę i siłę, poczucie stabilności, połączenie z samym sobą, swoim ciałem, emocjami oraz energią, która przez nas przepływa.
Dla mnie piękno „jogi” polega też na tym, że jest ze mną zawsze, gdziekolwiek jestem, mogę sięgnąć „po nią” i pracować, doświadczać, uciszać, rozpalać, poszukiwać i łączyć porozsypywane paciorki mojego „jestestwa”. Joga to badania, nauka, filozofia, droga i sztuka - piękna sztuka. Polecam ;-)

Kalendarz imprez

<<  Lipiec 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
        1
  2  3  4  5  6  7  8
  910111213
     
webmaster