Autobiografia Iyengara cz. I

Dzieciństwo i szkoła

Image

Mój ojciec Bellur Krisznamaczar pochodził z biednej rodziny zamieszkującej wioskę Bellur w okręgu Kolar, obecnie należącym do stanu Karnataka. Był dyrektorem jedynej szkoły podstawowej w małym miasteczku Narsapur. Po trzydziestu latach pracy jako nauczyciel przeszedł na emeryturę w 1924 roku

Urodziłem się w sobotnią noc 14 grudnia 1918 roku. Moja matka Sześamma miała wtedy grypę. W całym kraju szalała epidemia tej choroby i wiele osób zmarło. Dzięki łasce Boga moja matka i ja przeżyliśmy. Miałem bardzo ciemną skórę, moja głowa często zwisała ciężko z karku i podnosiłem ją z wysiłkiem. Moja głowa w stosunku do reszty ciała była nieproporcjonalnie duża i rodzeństwo docinało mi i żartowało ze mnie z tego powodu. Gdy miałem pięć lat mój ojciec przeprowadził się do miasta Bangalore, ponieważ dostał pracę urzędnika w dużej hurtowni, której wlaścicielem był muzułmanin imieniem Abdulla. Mój ojciec był uczciwym i pracowitym człowiekiem i dlatego wzbudził zainteresowanie właściciela. Traktował on mojego ojca jak brata i wspomagał finansowo naszą rodzinę. Byłem jedenastym dzieckiem z trzynaściorga, z których przeżyło dziesięcioro. Przed śmiercią ojciec zdążył wydać za mąż trzy córki i ożenić jednego syna.

Profesor T. Krisznamaczar w młodym wieku pojechał do Nepalu i tam spotkał jogina Ramę Mohana Brahmaczarię, od którego nauczył się jogi. Na uniwersytetach w Benares, Allahabadzie i Kalkucie studiował sanskryt, filozofię, logikę, sankhję i mimansę. Do Bangalore przyjechał, aby prowadzić wykłady religijne. Nauczał również asan. Pewnego dnia w 1927 roku wraz ze swymi krewnymi odwiedził nasz dom. Mój wuj w jego imieniu poprosił naszego ojca o rękę trzeciej siostry Namagiriammy, która właśnie dorosła do zamążpójscia. Ojciec wyraził zgodę i odbyło się wesele. Po ślubie powrócił do Majsuru i zaczął popularyzować jogę. Ówczesny maharadża Majsuru Jego Wysokość Śri Krisznaradża Wadijar usłyszał o osiągnięciach śri T. Krisznamaczara. Maharadża sam był pilnym studentem filozofii i zainteresował się bardzo moim szwagrem. Następnie sam zaczął uczyć się jogi.

W wyniku praktyki jogi pod kierunkiem śri T. Krisznamaczara uświadomił sobie jej wartość i w 1931 roku otworzył w pałacu Dżaganmohan szkołę Jogi, z której miała korzystać rodzina królewska. Z upływem czasu zaczęły do niej uczęszczać również osoby z zewnątrz, które otrzymały pisemne pozwolenie.

Śri T. Krisznamaczar był wszechstronnym człowiekiem i wielkim uczonym. Zajmował zawsze pierwsze miejsce we wszystkich publicznych dysputach z mimansy, wedanty, sankhji i jogi. Otrzymał wiele tytułów naukowych z różnych uniwersytetów: Mimamsa-Ratna, Mimamsa-Tirtha, Sankhya-Yoga-Shikhamani, Vedanta-Vagisha, Vedanta-Kesari, Nyayacharya oraz tytuł profesora jogi. Poza jogą znal astrologię, ajurwedę i muzykę klasyczną karnatic. Grywał również na instrumencie muzycznym zwanym vina. Był świetnym kucharzem i trudno było powiedzieć, w czym był najlepszy. Miał również pewne dziwactwa. Na przykład gdy szedł, nie rozglądał się wokół i nikogo nie zauważał i niektórzy błędnie uważali, że rozpierała go duma. Lecz ja wiedziałem, że on nigdy nawet nie stanął przed lustrem, by się zobaczyć. Nalegał, że należy dbać o własne ciało, ale sam o siebie nie dbał. Mimo to posiadał idealne ciało z proporcjonalnymi kończynami.

Po przeprowadzce mojego ojca do Bangalore przez parę lat wszystko szło dobrze. W młodości cierpiał on na zapalenie wyrostka robaczkowego i nie wyleczył się z tego. Nastąpił nawrót choroby i w 1928 roku ojciec zmarł w wieku sześćdziesięciu lat. Był bardzo dobry dla wszystkich i żadnego z nas nigdy źle nie potraktował. Gdy zdarzyło się, że ktoś zapytał się o jego bogactwo, odpowiadał, ze jego dzieci były dla niego bogactwem. Gdy leżał złożony chorobą, często wołał mnie do siebie i mówił, ze umrze, gdy będę miał dziewięć lat. Myślę, że sam stracił ojca, gdy miał dziewięć lat i czuł, że umrze, gdy jego syn też będzie w tym wieku. Powiedział mi również: "Gdy byłem młody, miałem ciężkie życie i wiele trudności i tobie również będzie ciężko, ale ostatecznie poszczęści ci się i będziesz miał szczęśliwe życie." Myślę, że jego przepowiednia sprawdziła się.

Moja matka zmarła w 1958 roku, w wieku osiemdziesięciu lat. Była to osoba dobrotliwa, religijna i bardzo ortodoksyjna w swoich zwyczajach. Niezachwianie wierzyła w Boga. Gdy tylko zacząłem zarabiać, pomagałem finansowo w zaspokajaniu jej potrzeb i robiłem to aż do jej śmierci. Jej ortodoksyjność zatrzymywała ją w Bangalore. Piła wodę wyłącznie ze studni i za nic nie godziła się na wodę z kranu. Mimo że prosiłem ją, by przyjechała do Puny i zamieszkała ze mną, odmawiała z powodu braku wody studziennej. Nie było moim przeznaczeniem opiekowanie się nią tak, jak chciałem.

Gdy ojciec umarł, byłem w czwartej klasie szkoły podstawowej. Po jego śmierci ciężar wychowania młodszego rodzeństwa spadł na trzech starszych braci, którzy pracowali. Najstarszy Doreswami był księgowym, drugi Radżaiyangar był nauczycielem i obaj mieszkali w Bangalore. Nasz trzeci brat Wedantaczar był młodszym urzędnikiem na kolei, a potem zawiadowcą stacji w Malurze, około 20 mil od Bangalore. Nasi bracia mieli na utrzymaniu swe własne rodziny i młodsze rodzeństwo było dla nich ciężarem.

Czwarty brat Ramaswanii nie mógł zdać egzaminów w niższej szkole średniej, przerwał naukę i wyuczył się krawiectwa. Mój młodszy brat Czeluwaradżan zamieszkał z druga, starszą siostrą Rukkammą. Najmłodsza siostra Dżajamma zamieszkała z trzecią starszą siostrą Namagiriammą.

Byłem słabej konstytucji fizycznej. W 1931 roku byłem chory na malarię i później także złożyła mnie gorączka. Lekarz podejrzewał dur brzuszny i poradził mojemu bratu, by położył mnie do szpitala Wiktorii w Bangalore. Byłem w tym szpitalu prawie przez cały miesiąc. Mimo spadku temperatury i upływu czasu nie nastąpiła poprawa mojego zdrowia, byłem słaby jak poprzednio. Moja edukacja cierpiała z tego powodu i w 1932 roku oblałem egzamin z angielskiego. W 1933 roku z błogosławieństwem starszych braci przeszedłem przez egzaminy w niższej szkole średniej. W ostatnim dniu publicznych egzaminów miałem wypadek - spadłem z roweru i straciłem przytomność. Na miejsce egazminów przybyłem z opóźnieniem. Pamiętam, że był to egzamin z higieny. Przez pierwsze pół godziny miałem kompletną pustkę w głowie. Powoli doszedłem do siebie, udało mi się cos napisać i zdałem egzamin. Gdybym go nie zdał, nie mógłbym być przyjęty do szkoły średniej.

Zamieszkałem w Majsurze z najstarszym bratem, aby móc nadal się uczyć. Pamiętam, jak w roku szkolnym 1934/35 badał mnie lekarz szkolny. Miałem 147 cm wzrostu i ważyłem 32 kg Obwód mojej klatki piersiowej wynosił 56 cm i mogłem rozszerzyć ją tylko o centymetr. Obecnie mam 168 cm wzrostu, ważę 66 kg, a moja klatka piersiowa rozszerza się o 13 cm.

W owym czasie nauka w szkole podstawowej i niższej średniej była bezpłatna. Uczniowie szkoły średniej płacili czesne przez osiem miesięcy w roku. Moi bracia zakomunikowali mi, że nie mogą płacić za moją naukę. Los był jednak dla mnie łaskawy. Mój brat Radżaiyangar zawiózł mnie do kupców w Bangalore, którzy znali mojego ojca. Byli uprzejmi i w sumie zebrałem od nich 8 rupii. To dodało mi odwagi i wniosłem prośbę o miejsce w szkole - 3 rupie, opłata za zajęcia sportowe i bibliotekę - l rupię i 12 ann, a opieka medyczna - 8 ann. W sumie dało to 6 rupii i 4 ann. Mój brat spytał się, jak mam zamiar sprostać comiesięcznemu czesnemu. Wiedziałem, że od kupców już nic nie dostanę. Nie mogłem mu odpowiedzieć, więc milczałem.

Z wielkim trudem udało mi się zdobyć list polecający o zwolnienie mnie z opłat od śri K.T. Bhasjama, wpływowego prawnika, który bronił spraw pracodawcy mojego ojca. Jakiś czas potem został on Ministrem Prawa i Pracy w rządzie Majsuru. Miałem szczęście i zwolniono mnie z połowy opłat. Zdałem roczny egzamin.

Byłem bardzo słaby fizycznie i lekarz podejrzewał u mnie gruźlicę. Na przełomie kwietnia i maja 1934 roku maharadża poprosił mojego szwagra Sri Krisznamaczarię, aby pojechał do Bombaju i spotkał swamiego śri Kuwalajanandę i zapoznał się ze szkołą jogi prowadzoną przez niego w Lonawli i Bombaju. Śri Krisznamaczar w drodze do Bombaju wstąpił do Bangalore. Poprosił mnie, bym pod jego nieobecność zamieszkał z moją siostrą. Akurat były letnie wakacje, więc się zgodziłem. Zapłacił za mój bilet kolejowy i tak pojechałem do Majsuru. Byłem bardzo ciekawy pałacu maharadży. Gdy śri Krisznamaczar powrócił do domu, poprosiłem, by odesłał mnie do Bangalore. On zaproponował, żebym kontynuował naukę w Majsurze i tam zostałem. Zacząłem uczęszczać do Królewskiej Szkoły Średniej w Majsurze. Tutaj też zostałem zwolniony z połowy opłat.

Na początku bardzo cieszyłem się ze szkoły. Mój szwagier, choć łagodnego serca, był porywczy. Stopniowo zakradał się we mnie strach przed nim i robiłem się nerwowy, gdy tylko musiałem stać lub siedzieć w jego pobliżu. Nikt z moich szkolnych kolegów nie mógł mnie odwiedzać. Mimo, że spędziłem w Majsurze dwa lata, nie zaprzyjaźniłem się z żadnym z moich szkolnych kolegów. Śri Krisznamaczar powiedział mi, żebym praktykował jogę, ale przez całe miesiące nie nauczył mnie żadnej asany. Gdy sam próbowałem zrobić jakieś asany, okazało się, że moje ciało było sztywne niczym kołek. Niemożliwe było, żebym zrobił jakiekolwiek wygięcie. Śri Krisznamaczar nie uczył mnie i nie pozwolił chodzić do szkoły jogi. Przez wiele miesięcy nie wiedziałem nawet, gdzie się ona znajduje.

cz. II: Inicjacja jogiczna

Tłumaczenie z angielskiego - Ewa Suskiewicz

tekst opublikowany dzięki uprzejmości Dolnośląskiej Szkoły Jogi

Kalendarz imprez

<<  Czerwiec 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2  3
  4  5  6  7  8  910
11121314151617
181920212223
 
webmaster