Autobiografia Iyengara cz. II

Inicjacja jogiczna

Śri Krisznamaczar przyprowadził do domu sierotę o imieniu Keszawamurti. Urządził mu nawet ceremonię inicjacji do kasty braminów i uczył go jogi. Bez wątpienia chłopiec był dobry. Dzieliliśmy ten sam pokój. Był moim jedynym przyjacielem i byłem pewny, że pewnego dnia osiągnie sukces. Jednak opatrzność zdecydowała inaczej. Pewnego ranka w czerwcu lub lipcu 1935 roku wyszedł z domu i nigdy nie powrócił. Zostałem sam. Gdy Keszawamurti był z nami, śri Krisznamaczar budził nas o czwartej rano, byśmy podlewali ogród. Byliśmy tak śpiący, że po wyjściu z domu, zamykaliśmy drzwi i spaliśmy na zewnątrz jeszcze przez jakiś czas i dopiero potem zabieraliśmy się za podlewanie ogrodu. Zajmowało to nam około półtorej godziny.

Gdy zabrakło Keszawamurtiego, jego część pracy spadła na mnie, a ja byłem ciągle głodny. Nie miałem odwagi poprosić nawet siostrę, by dała mi coś do zjedzenia. Mogliśmy jeść, gdy nas zawołano i tylko wtedy, gdy jedzenie zostało podane. Zacząłem kraść pieniądze. Ściskający głód doprowadził do tego, że zacząłem kraść, by go zaspokoić. Głodny człowiek jest zdolny do popełnienia każdego grzechu.

W maju 1935 roku pojechałem do Bangalore z okazji rocznicy śmierci mojego ojca. Pewnego dnia wziąłem rower pewnego prawnika, który był lokatorem mojego brata Radżaiyangara. Miałem pecha, zdarzy! się wypadek. Wyszedłem z wypadku cało. ale rower został mocno uszkodzony. Prawnik domagał się zwrotu 4 rupii i 8 ann za naprawę roweru, a ja nie miałem żadnych pieniędzy. Moja siostra Śitamma zapłaciła część mojego długu, a resztę zarobiłem, pracując jako służący.

Gdy w czerwcu 1935 roku powróciłem do Majsuru, okazało się, ze mój szwagier potrzebował kogoś, aby zastąpić Keszawamurtiego w pałacowej szkole jogi. To był punkt zwrotny w moim życiu.

Do tamtego czasu Śri Krisznamaczar w ogóle nie uczył mnie asan. Gdy prosiłem go, aby pokazał mi jakieś asany, odpowiadał, że wszystko zależy od czyjejś karmy w poprzednim życiu. To była niezwykle fortunna sytuacja, że dzięki nieobecności Kęszawamurtiego mój szwagier uczył mnie przez parę dni. W ten sposób stał się moim guru. Wkrótce odbyła się moja ceremonia inicjacyjna do kasty bramińskiej, otrzymałem tytuł aczarii i mantrę Gajatri.

Nogi bolały mnie niemiłosiernie, ból w plecach był nie do zniesienia. Wiedziony strachem nikomu nic nie mówiłem. Przez całe lata praktykowałem jogę mechanicznie i na początku nie byłem zainteresowany nauką asan. Mimo trudności, po miesiącu nauki paru asan, wraz z innymi wziąłem udział w publicznym pokazie, który odbył się w majsurskim ratuszu. To było we wrześniu 1935 roku. Na pokazie obecny był maharadża Majsuru, który w nagrodę za nasz występ dał każdemu z nas 50 rupii. Gurudżi polecił, abym wpłacił te pieniądze na książeczkę oszczędnościową. Zrobiłem to, lecz wypłacałem z niej małe sumy, aby kupić jedzenie. Na szczęście Gurudżi nigdy nie spytał się o moje oszczędności.

Wkrótce po tym pokazie zostałem poproszony o uczenie w szkole jogi w godzinach rannych i wieczornych. Mój dzień zaczynał się o czwartej rano. Podlewałem ogród i uczyłem się do godziny siódmej. O 7.30 przychodzili do domu uczniowie, którzy mieli problemy z trudnymi asanami i zajmowałem się nimi przez około pół godziny. O 8.30 myłem się i szedłem do szkoły jogi, z której wracałem przed dziesiątą. O 10.15 jadłem i udawałem się w trzymilową drogę do szkoły. Szkoła kończyła się o 16.30. Mimo że ze szkoły do szkoły jogi miałem tylko 10 minut drogi, to nie wolno było mi iść wprost. Musiałem iść do domu, zostawić książki i znów iść do szkoły jogi. Praktykowałem i uczyłem innych do siódmej wieczorem, po czym wracałem do domu na wieczorną modlitwę. O ósmej jedliśmy posiłek. Z powodu tak wielu zajęć w ciągu dnia, ciągle byłem śpiący. Nie miałem siły, by odrabiać lekcje i zacząłem pozostawać z nauką w tyle. Z wielką trudnością zebrałem pieniądze na opłatę końcowego egzaminu szkoły średniej. Mimo że czułem się niepewnie, to przystąpiłem do egzaminów publicznych. Wyniki podano po wakacjach. Zdałem wszystko poza angielskim.

 

Ponieważ brakowało mi trzech punktów do zdania angielskiego, nie mogłem ubiegać się o przyjęcie do żadnego college'u. Według ówczesnych przepisów musiałbym zdawać ponownie ze wszystkich przedmiotów, by być przyjętym. Bez zwolnienia z opłat nie miałem szans na ponowną naukę w szkole. W ten sposób zakończyła się moja formalna nauka.

W szkole jogi także były roczne egzaminy i nadawano dyplomy tym, którzy zdali egzamin z podstawowego, średniego lub zaawansowanego kursu jogi. W październiku 1935 roku przystąpiłem do tych egzaminów i zdałem je jako pierwszy uzyskując 98 punktów ze stu możliwych na każdym poziomie i otrzymałem dyplomy.

Mimo że wykonywałem asany, nie byłem zadowolony z mojej praktyki, Nie miałem siły, by wytrwać w pozycjach. Dziś po latach długiej i uporczywej praktyki mogę wytrwać w jakiejkolwiek asanie i to wygodnie przez o wiele dłuższy okres. Moja ciężka praca w opanowywaniu asan pomaga mi teraz w nauczaniu ich optymalnego wykonania.

W grudniu 1935 roku w Majsurze odbywała się Światowa Konferencja Młodzieży Chrześcijańskiej. Maharadża Majsuru wydał dla wszystkich delegatów przyjęcie u siebie, w trakcie którego odbył się również pokaz asan. Brałem również w nim udział i maharadża dał mi 50 rupii nagrody. Te pieniądze wpłaciłem na konto oszczędnościowe. W tym czasie, gdy prowadziłem zajęcia w szkole jogi, przyjechał do Majsuru jako gość pałacu sanjasin śri swami Jogananda, który przybył z Ameryki. Odwiedził naszą szkołę i zapoznał się z naszą pracą. Bardzo mu się wszystko podobało i chwalił bardzo Gurudżiego za jego pracę. Zauważył mnie i spytał się czy nie pojechałbym z nim do Ameryki. Ponieważ byłem bardzo młody, Gurudżi nie zgodził się i powiedział, że być może pojadę następnym razem.

Wyprawy w nieznane

W 1936 roku maharadża Majsuru polecił Gurudżiemu, by udał się na objazd Północnej Karnataki. Było lato i Gurudżi poprosił, abym ja również pojechał razem z innymi jego uczniami. Jednym z nich był śri C.M. Bhat, obecnie nauczyciel jogi w Bombaju. Daliśmy dwa pokazy w Czitradurdze, skąd udaliśmy się do Harihar i tam również daliśmy pokaz. Następnie udaliśmy się do Dharwaru i pozostaliśmy tam przez trzy tygodnie, dając wiele pokazów publicznych i prywatnych, zarówno w Dharwarze jak i w Hubli. Personel collegu Karnataka zainteresował się bardzo jogą. Wielu profesorów i lekarzy wraz z rodzinami zaczęło się uczyć asan.

Kobiety i dziewczęta zażyczyły sobie osobnych zajęć. Jako najmłodszy z grupy, zostałem przydzielony jako nauczyciel. To był początek mojego samodzielnego nauczania jogi.

W lipcu Gurudżi i inni musieli wracać do domu. Zanim udał się w podróż powrotną, ułożył program dwóch pokazów w Belgaum, jeden odbył się w szkole średniej Sardar, a drugi w collegu Lingaradża. Na tym ostatnim pokazie był tłum ludzi, między innymi dr V.B. Gokhale, naczelny lekarz miasta. On także bardzo zainteresował się jogą. Gdy przeszedł na emeryturę, zwrócił się listownie do szkoły w Majsurze, aby Gurudżi przysłał nauczyciela jogi do Puny.

Dr Gokhale widział wszystkie asany, które demonstrowaliśmy. Zmierzył również puls i uderzenia serca Gurudżiego i był ogromnie zdumiony, gdy Gurudżi potrafił je zatrzymać. Już przedtem były takie przypadki, gdy Gurudżi zatrzymywał swój puls i pracę serca. W 1935 roku naszą szkołę jogowską odwiedziło dwóch wybitnych lekarzy kardiologów z Francji dr Marcault i dr Brooce. Byli wielkimi wielbicielami jogi. Najpierw obserwowali wykonanie asan. Ja także pokazałem im niektóre pozycje. Gurudzi zademonstrował im różne warianty pranajamy i wpływ ćwiczeń oddechowych na pracę serca. Przez 20 dni badali wpływ pranajamy na system nerwowy za pomocą kardiogramu. Ostatniego dnia lękarze rejestrowali bicie serca i puls Gurudżiego, nagle urządzenie przestało pracować, zgasło również światło. Ponieważ urządzenie nie rejestrowało przez jakiś czas żadnych impulsów, lekarze orzekli, że Gurudżi nie żyje. Wkrótce po tym urządzenie zaczęło ponownie rejestrować i zdumieni lekarze oznajmili, że Gurudżi był żywy. Lekarze przyznali, że Gurudżi zademonstrował wstrzymanie elektrycznych uderzeń rejestrujących pracę serca, co uważano za niemożliwe do zrobienia. Tak ogromną kontrolę miał Gurudżi nad wewnętrznymi organami swego ciała.

cz. III: Jak Puna stała się moim domem

Tłumaczenie z angielskiego - Ewa Suskiewicz

tekst opublikowany dzięki uprzejmości Dolnośląskiej Szkoły Jogi

Kalendarz imprez

<<  Wrzesień 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1  2
  3  4  5  6  7  8  9
10111213
242526
webmaster