Wokół święta Ganesi I


    Postać Ganesi ma swoje mitologiczne uzasadnienie, a nawet kilka takowych. Najpopularniejsze pochodzi z "Siva Purana" i podaje następującą historię. Pewnego razu bogini Parwati brała kąpiel. Akurat nie było nikogo w domu, kto mógłby zapewnić jej pełną intymność i pilnować wejścia do miejsca ablucji. Parvati, więc sama stworzyła strażnika, który miał pilnować jej odosobnienia w czasie kąpieli. Z pasty służącej oczyszczaniu ciała ulepiła figurkę chłopca i tchnęła w nią życie. Tak narodził się Ganesia. Wkrótce potem w domu pojawił się Siwa – mąż Parwati. Przejęty rolą Ganesia nie dopuścił go do kąpiącej się matki. Rozwścieczony bóg chwycił swój trójząb i odciął głowę chłopcu. Kiedy Parwati dowiedziała się o sprawie, bezwzględnie zażądała od Siwy wskrzeszenia Ganesi. Okazało się jednak, że moc trójzęba Siwy wyrzuciła głowę chłopca w odległe miejsce i w związku z tym poszukiwania nie odniosły żadnych rezultatów. Wtedy Siwa udał się po pomoc do boga Brahmy. Ten poradził, żeby zastąpić głowę chłopca głową pierwszego napotkanego stworzenia, które będzie akurat spoglądać w kierunku północnym. Siwa wysłał swoją niebiańską armię na poszukania. Wkrótce pierwszym przytomnym zwierzęciem, na które się natknęli okazał się umierający słoń. Kiedy ten dokończył swych chwil, odcięto mu głowę. Przyprawiwszy ją chłopcu, przywrócono mu ponownie życie.

Wielkie święto

    Pomiędzy przybyciem bóstwa i jego odejściem rozpięty jest czas wielkiego święta, w rytm którego faluje cały były obszar mocarstwa Maratha. W skład tego historycznego państwa wchodzi kilka stanów indyjskich między innymi Maharasztra, na terenie którego znajdują się Bombaj oraz pobliska Puna. Oba wielomilionowe miasta słyną na całe Indie z obchodów święta poświęconego corocznie powracającemu Ganesi, czyli Ganesh Chathurthi. W tym roku święto to przypadło na przełom sierpnia i września.

    Przygotowania do obchodów trwają kilka dni wcześniej. Główne ulice miasta są dekorowane, na niemal każdej z nich buduje się specjalne podia, na których każdego wieczora rozgrywać się będzie scena wokół figurki Ganesi, odprawiać będzie się dwa razy dziennie pudżę (nabożeństwo), częstować uczestników i przechodniów słodyczami przygotowanymi dla bóstwa. Pierwszego dnia tego trwającego 10 dni święta mieszkańcy Puny kupują figurki Ganesi do podobnych, tyle, że mniejszych domowych ołtarzyków. Liczne uliczne stoiska oferują Ganesię różnej wielkości, najczęściej w kolorze jasno różowym. Szczęśliwi nabywcy transportują Ganesię pod pachą nakrywszy mu wprzódy głowę białą chusteczką.

    Natknęłam się na rzędy jasnoróżowych posążków zaaferowana zupełnie innym zdarzeniem. Pierwszego dnia święta nasz mistrz Yogacharya Iyengar miał odebrać nagrodę z rąk innego nauczyciela duchowego – Sri Ravi Shankara. Otrzymaliśmy wejściówki na to szczególne zdarzenie od Pandu (sekretarza Instytutu). Pojawiliśmy się w niedzielę pod ogromnym zadaszeniem w oczekiwaniu na to, co ma nastąpić. Nie sądziłam wtedy jeszcze, że będzie to dla mnie niezwykła okazja do zaobserwowania sposobu, w jaki nasz nauczyciel jest postrzegany w miejscu, w którym żyje – a mianowicie w Punie – oraz jak wygląda recepcja jogi w Indiach w środowiskach zupełnie z jogą iyengarowską nie związanych.

Iyengar versus Sri Ravi Shankar

Image    Nasz Guruji, prawdziwy Bóg wśród joginów swojej metody, nad którego nie ma wyższej instancji (no, może poza Krishnamacharią – jego mistrzem i Patańdżalim), nagle zmalał do rozmiarów gościa występu wielkiej gwiazdy, za jaką uważa się tu w Indiach Sri Ravi Shankara. Shankar jest twórcą metody nazywanej Krija Jogą, której propagowaniem zajmują się krajowe oddziały stowarzyszenia 'Sztuka Życia'. Pojawia się w telewizji i jest ogólnie rozpoznawalny w Indiach. 'Sztuka Życia' działa również w Polsce. Jednak to właśnie B.K.S. Iyengar a nie Ravi Shankar znalazł się na liście 100 najbardziej wpływowych osób, które kształtują świadomość Zachodu u progu nowego Milenium. Lista ta została opublikowana dwa lata temu w magazynie "TIME". Wydaje się zatem, że w oczach Zachodu jego sztuka zyskała sobie podziw i szacunek, podczas, gdy Ravi Shankar pozostaje postacią jeśli znaną to raczej kontrowersyjną. To, co zobaczyłam w Punie przekonało mnie o odwróceniu tego porządku na gruncie indyjskim.

    Na scenie znajdowała się wielka żółta sofa przygotowana dla mistrza ceremonii wręczania nagród, czyli Shankara. Po obu stronach sofy ustawiono krzesła dla gości. Na jednym z nich po prawej stronie Shankara zasiadł Iyengar – najstarszy w towarzystwie, wydawał jak nie z tego świata. Drobnej postury, nieznacznie przykurczonej, w jasnym odzieniu, z siwymi włosami a jego piękna twarz uskrzydlona krzaczastymi brwiami. Wydawało się, że należy mu się największy szacunek z całego grona obecnych tam osób. Goście siedzieli już na swoich miejscach, kiedy na scenę wkroczył Shankar. Na jego widok zebrana na widowni publiczność oszalała. Tłum się podniósł i zaczął bić brawo oraz wznosić okrzyki – jak dowiedzieliśmy się później – skandując imię Sziwy.

    Shankar usiadł na sofie. Jako człowiek o wieku w połowie drogi do przeżytych lat Iyengara zajmował miejsce, które w moim odczuciu podkreślało odwrócenie tej relacji. Oprócz Iyengara na krzesłach dla gości siedziały tez inne osoby. Przez pewien czas następowało coś, co nazwałabym wzajemną wymianą uprzejmości między gośćmi znajdującymi się po lewej stronie sofy a Ravi Shankarem, czyli wręczanie nagród, kwiatów, wszystko to okraszone długimi przemówieniami w języku Marati. W końcu uhonorowano Ravi Shankara, wręczając mu statuetkę, kwiaty oraz czerwoną koronę, przypominającą formą turban. Korona zsuwała mu się, co chwilę na oczy. Po jakimś czasie, ku zadowoleniu wszystkich obserwujących w napięciu jego zmagania z nakryciem głowy, zdjął je i położył obok siebie.

    Dopiero, kiedy przyszła kolej na uhonorowanie Guruji, poczułam odrobinę respektu, jaka spotkała go ze strony ziomków. Tylko jemu podano mikrofon do przemówienia, dzięki czemu mógł pozostać na swoim miejscu. Iyengar przyjął statuetkę z rąk Ravi Shankara i wtedy ten pochylił się by dotknąć podłoża u stóp naszego mistrza. W Indiach ten gest jest wyrazem najwyższego szacunku, jakim darzy się daną osobę.

ImageWtedy Iyengar przemówił i jako jedyny wygłosił swe tezy po angielsku czyniąc je przystępnymi dla nas – ludzi Zachodu, spośród których rekrutuje się większość jego uczniów. Mówił prosto i zwięźle, a myśl przewodnia jego wypowiedzi była podziękowaniem Punie, za możliwość rozwijania w jej granicach swojej sztuki – praktyki uniwersalnej, która adresowana jest do wszystkich ludzi i niezależnie od religii, rasy, czy kasty. Trzeba przy tym pamiętać, że rodzinna wieś Iyengara – Bellur znajduje się w innym stanie – w Karnatace. Iyengar przywędrował do Puny z Majsuru, gdzie nauczał jego mistrz – Krishnamacharia.

Iyengar versus joga w TV

    Opinię na temat postrzegania Iyengara przez mieszkańców Puny i subkontynentu pozwoliła mi sobie wyrobić również rozmowa, jaka odbyłam w drodze do Aurangabadu. Obserwowałam jak mody człowiek na siedzeniu przede mną, co jakiś czas wyciąga ręce do góry. Był to znak, że jego ciało unieruchomione na fotelu autobusowym domaga się rozciągania, a to – ze znanych mi przypadków – zdarza się głównie joginom. Nie pomyliłam się. Autobus zatrzymał się na chwilę przy jednym z przydrożnych barów i kiedy ruszyliśmy ponownie ów młody człowiek zagadnął do mnie. W toku rozmowy przyznał się, że ćwiczy jogę codziennie i nauczył go jej jego ojciec. Byłam zdziwiona sądząc, że w Indiach joga nie jest prawie w ogóle znana, pozostając raczej luksusową rozrywką elit. Mój rozmówca znał oczywiście Iyengara, ale jak stwierdził – nie lubi całej rodziny Iyengarów. Powodem jest to, że pobierają opłaty za nauczanie tej starożytnej sztuki, która powinna pozostać ogólnie dostępna. Polecił mi włączyć telewizor rano między 6 a 7 i obejrzeć wersje darmową jogi – lekcje, nadawane na państwowym kanale od lat. Niestety nie sprawdziłam jak wygląda główna konkurencja metody Iyengara w dziedzinie hatha jogi w Indiach.

webmaster