Wrażenia z Instytutu III


    Jak już donosiłam, Guruji codziennie pojawia się na sali ćwiczeń między 9 a 12 w czasie zarezerwowanym na praktykę własną. Prawie zawsze jest tam też jego wnuczka. Guruji nie przerywając swojej praktyki udziela Abbie wskazówek, zadaje sekwencję. A niektóre spośród jego sekwencji są naprawdę trudne, któregoś dnia trenował z nią po kolei wszystkie podstawowe balanse, zupełnie nie zważając na zmęczenie kazał jej powtarzając każdą z pozycji po kilka razy. Jednak, kiedy Guruji wyjdzie z pozycji, a tkwi w niektórych naprawdę długo (pasywne wygięcia do tyłu, odwrócone do 30 min.), zaczyna się prawdziwa lekcja jogi. Guruji nie przebiera w środkach, dociska mocno stopą wbijając paznokcie w skórę, zdarza się, że w celu zintensyfikowania efektu, kopnie. Abbie ma jednak niezawodny sposób na wzburzenie swojego dziadka. Kiedy już naprawdę nie jest w stanie podołać jego instrukcjom, spogląda na niego swoimi wielkimi sarnimi oczami i wdzięcznie się uśmiecha. Potrafi tak zareagować nawet na siarczystego kopniaka. Jak nietrudno się domyślić – nawet najtwardszego nauczyciela, jakim jest B.K.S. Iyengar, potrafi to doszczętnie rozbroić.


Lekcje starego mędrca

    Guruji uczy też myśleć – zadaje pytania, na które odpowiedzieć można dopiero po wejściu do pozycji i sprawdzeniu jak działa dana część ciała. Któregoś razu objaśniał skręty i relacje między nimi. Zadał pytanie o partie klatki piersiowej, które skręcają się najmocniej w poszczególnych pozycjach i nie usłyszawszy prawidłowej odpowiedzi stwierdził uśmiechając się z dystansem: "Jeszcze nie umarłem, a moja sztuka już nie żyje." Wypowiadając to zdanie łagodnie się uśmiechał – wyglądał jak stary mędrzec, odchodzący na odosobnienie do jaskini, zajęty sprawami nie z tego świata i nie troskający się już o to, co stanie się z jego spuścizną. Tak, czasem Guruji naucza jak mistrz Zen, którego pytania lub zadane pozycje i związane z nimi detaliczne instrukcje zmierzają nie tyle do przekazania nam wiedzy, ile do pokazania ogromu naszej ignorancji. Jak Sokrates na ateńskiej agorze oczyszcza sobie pole, żeby móc zasiać na nim nowe ziarno wiedzy. A może po prostu trenuje nas w cnocie pokory?

    W każdym razie, Guruji – pomimo, że teraz z większym dystansem – naucza z błyskiem w oku. Ta zapalająca się na moment iskra w nim świadczy o tym, jak bardzo musi to, co robi kochać. Po tylu latach przekazywania swojej sztuki, widząc, jak marne często przynosi to efekty – czyni to ciągle, niestrudzenie i ogromną pasją. Obserwowanie go wtedy sprawia mi niewymowną przyjemność. Na jego twarzy częściej teraz gości promienisty uśmiech niż surowość. Guruji ma przy tym niebywałe poczucie humoru. Najbardziej lubię, kiedy uśmiechając się do nas porozumiewawczo mruży jedno oko. Pewnego dnia pokazując Virabhadrasanę I przy treserze, Guruji na moment się zatrzymał jakby coś wzbudziło jego podejrzenie i spokojnie powiedział do oczekujących w napięciu zgromadzonych "Moje ciało mówi mi, że jestem stary." Właśnie wtedy uśmiechnął się i charakterystycznie zmrużył do nas oko. W odpowiedzi odezwał się Manuso – znany nauczyciel z San Francisko (ten sam, który przyrównał Guruji do tsunami). Powiedział: "Nie. Twoje ciało mówi nam, co nasze ciała robią źle."


Układanka z puzzli

    Manuso, jest jednym z bardziej oddanych wieloletnich uczniów Iyengara. Przyjechał do Puny na dwa tygodnie. Z racji zażyłych kontaktów z Guruji, towarzyszył mu w praktyce własnej i był przez Iyengara osobiście instruowany oraz korygowany. Pobyt Manuso stworzył dodatkową okazję dla Iyengara do udzielania lekcji nam – wszystkim obecnym na praktyce własnej – po angielsku. A od początku września było to już poważnie uszczuplone grono – zaledwie kilkunastoosobowe. W takim kameralnym gronie można było właściwie próbować na bieżąco wszystkie wskazówki mistrza nie troszcząc się o miejsce. Z drugiej strony – czerpanie z tego źródła wymagało błyskawicznego przerywania swojej sekwencji i podbiegania do właśnie rozpoczynającego wykład Guruji. Oczywiście uniemożliwiało to właściwą koncentrację na własnej sekwencji, aby nie przegapić momentu, w którym Iyengar nie wytrzymał i zaczynał mówić. Preteksty są różne, najczęściej błąd w wykonywaniu asany przez Manuso, lub Abbie, albo też skojarzenie.

    Kiedy Guruji wpadł w ciąg – zdarzało mi się przesiedzieć przy treserze Guruji'ego pół godziny, albo i dłużej. Kucając z kocem w ręku, bo przechodząc z kantorka ze sprzętem zauważyłam, że coś zaczyna się dziać i zatrzymałam się na chwilę. W międzyczasie ze trzy razy wstawałam, żeby wrócić na swoje miejsce widząc odwracającego się Iyengara. Najwyraźniej jednak po odwróceniu się przychodziło mu coś nowego do głowy, czego nie omieszkał nam zaraz zakomunikować i tak otwierał się nowy rozdział w wykładzie. Nauczanie Guruji jest niezwykle niesystematyczne i czynione w aktach spontanicznych, jakby beztroskich i niezobowiązujących. Przypomina rozrzucanie kawałków puzzli. Zbieranie ich – każdego z osobna, nie wiedząc, z którego fragmentu całości pochodzi, jest niezwykle żmudną robotą. Są jednak tacy, którzy korzystają z każdej okazji zdobycia fragmentu tej układanki. Gotowi przybiec z drugiego końca sali porzuciwszy bez żalu swoja sekwencję wsłuchując się, następnie notując uwagi Guruji, konsultując się między sobą. Mnie przytrafiło się to zaledwie kilka razy. Niemniej warto było. Po wypróbowaniu wariantów skrętów zaproponowanych Abbie, poczułam poruszenie w zupełnie innej części ciała niż dotychczas. Niemniej to kropla w oceanie tego, co ofiarować nam wciąż może ten wielki mistrz, a my naprawdę możemy wchłonąć niewiele ponad ćwierć litra. Manuso miał rację.


Pokaz z Filadelfii

    W każdy ostatni czwartek miesiąca w Instytucie organizowane jest spotkanie uczniów i nauczycieli. Czasem przybiera ono formę wykładu, czasem pokazu. W ostatnim dniu sierpnia, który przypadł w czwartek oglądaliśmy film z pokazu, jaki odbył się w Filadelfii w 1988 roku z okazji odsłonięcia pomnika poświęconego sztuce Iyengara. Pomnik ten to abstrakcyjna rzeźba zatytułowana "After Iyengar". Druga część filmu jest rejestracją zdarzenia chronologicznie wcześniejszego, czyli praktyki Gurujiego przygotowującej go do tego wystąpienia. I ta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

    Film został wybrany przez Gitę w celach dydaktycznych. W tygodniu wygięć do tyłu objaśniała nam rolę ułożenia rąk i nóg dla kształtu całej pozycji i wtedy właśnie odwołała się do sposobu, w jaki robi to Guruji. Ponieważ na zdjęciach eksponowanych na sali nie widać procesu poprawiania i korekty pozycji – zrodził się pomysł zademonstrowania tego na filmie. Wszystko to Gita objaśniła w krótkim wstępie poprzedzającym projekcję. Powiedziała, że wybrała ten akurat film, ponieważ platforma, na której demonstrował asany Guruji była wyjątkowo niestabilna i na dodatek pochyła, co wymagało szczególnej uwagi i prowokowało poprawianie pozycji. Dlatego właśnie na tym przykładzie widać dobitnie jak czyni to nasz mistrz.

    Zgasły światła i licznie zgromadzeni na sali zamarli w oczekiwaniu na film. Wkrótce stało się jasne, że zadanie, przed jakim stanął Iyengar – już wtedy osoba blisko 70-letnia nie było łatwe. Demonstrował asany, opowiadając jednocześnie o tym, co dzieje się z ciałem i umysłem w trakcie praktyki. Pokaz odbywał się w przestrzeni otwartej w parku, nagłośnienie było kiepskie, publiczność przychodziła i odchodziła. Energia, z jaką Guruji wykonywał pozycje, donośność głosu i klarowność myśli oraz poczucie humoru były zaiste imponujące, nawet jeśli nie weźmie się pod uwagę jego wieku. Przy próbie przejścia z Urdhva Dhanurasany do Tadasany – a było tu akurat pod górkę, bo stopy znajdowały się niżej w stosunku do dłoni – Gurujiemu podwinęła się noga i upadł. Podniósł się cały roześmiany i zaraz potem wykonał to przejście ponownie z sukcesem. A następnie kilka bardziej skomplikowanych ewolucji. Matę Gurujiemu poprawiał nie kto inny, tylko młody wówczas jeszcze Manuso.


Kalendarz imprez

<<  Czerwiec 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2  3
  4  5  6  7  8  910
11121314151617
181920212223
 
webmaster