Dzień później

Gita siedziała na podeście – jak w trakcie klas. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, ze cała sala została udekorowana. Wszystkie posążki bóstw otrzymały nowe girlandy z kwiatów. Długa girlanda opasywała salę wzdłuż ścian z wolno wiszącymi linami. A po bokach kolumny w centralnym miejscu ściany nad podestem widniały okolicznościowe napisy – namalowane bezpośrednio na ścianie.

Wykład Gity dotyczył iśvara pranidhana. Gita pokazała jak zarówno w Bhagavadgicie, jak i w Jogasutrach przewija się motyw oddania, zawierzenia sile wyższej, które jest podstawą dla praktyki nieprzywiązywania się do efektów naszych działań. Wielowątkowy wykład miał wyraźną myśl przewodnią, którą Gita objaśniała na wiele sposobów i stosując w tym celu różne pojęcia. Pokazywała, nam, że w gruncie rzeczy oznaczają one to samo. Jej wywód był mocno osadzony w realiach psychologicznych a przykłady bliskie życiu, często dowcipne i do bólu przekonujące. W zdecydowany sposób broniła ona postawy działania pomimo, tego, że owoce tegoż nie powinny być motywem popychającym nas do niego. Starała się nam uzmysłowić, jakiego rodzaju stan umysłu powinien nam towarzyszyć, kiedy podejmujemy nasze działania, aby ustrzec się przed przywiązywaniem. Podała nam również przepis na to, jak ten stan umysłu osiągnąć.

Podczas wykładu przychodziły mi do głowy skojarzenia z wątkami pojawiającymi się podczas tak chętnie przez nią wtrącanych teoretycznych interludiów między asanami w trakcie zajęć. Jakby hojnie rozrzucała myśli krążące po jej głowie, kiedy poza zajęciami przygotowywała się do tego wystąpienia. Najpiękniejszym z motywów, który zdradził Gitę w jej przygotowaniach był ten nawiązujący bezpośrednio do bohatera Bhagavadgity – Arjuny. Ostatnią klasę kobiecą poprzedzającą przerwę w zajęciach Gita poświęciła ułożeniu głowy i oczu oraz kierunkowi wzroku. Właśnie wtedy dla przykładu posłużyła się Arjuną strzelającym z łuku i tym, gdzie padał jego wzrok. Kontekst, w jakim ten przykład został umieszczony stał się jasny dla mnie dopiero teraz po przedstawieniu przez nią szerszej perspektywy. Nawet to, co do nas mówiła wtedy na marginesie jest teraz dla mnie dużo bardziej czytelne. Powiedziała, wtedy: "Znowu musiałam krzyczeć. Inaczej nie dociera do Was. No cóż taki mój los… W następnym wcieleniu nie chcę żeby tak było." Tak, jak karmą Arjuny było strzelać z łuku na polu bitwy, tak jej karmą jest egzekwować od nas prawidłową pracę w asanach. Czyni to z największym oddaniem sprawie, jednak mając cały czas w sercu oddanie sile wyżej i nie zabiegając o efekty swojej pracy.

Wykład nagrodzono brawami. Przed Instytutem czekała na nas niespodzianka – Guruji, z którym niektórzy szczęśliwcy mogli sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Program kulturalny

Dni dzielące nas od uroczystości przygotowanych przez uczniów Guruji – 14 grudnia, czyli w dniu, w którym przywykliśmy świętować tę okazję – wypełnił nam pieczołowicie przygotowany na tę okoliczność – program kulturalny. Obchody tych urodzin różniły się od dotychczasowych okrągłych rocznic. Jeszcze dziesięć lat wcześniej głównym punktem programu było nauczanie Gity i Prasianta oraz wykłady Guruji. Tym razem wyczuwało się, że w intencji organizatorów i gospodarzy tych obchodów – było stworzenie okazji do wspólnego świętowania – obdarzenia nas zgromadzonych hojnie obecnością Guruji. Uczestnicząc w wydarzeniach tych kilku dni miałam wrażenie, że zostałam dopuszczona do sfery intymnej Guruji i jego bliskiego otoczenia. Przeżyłam wiele momentów niezwykle poruszających. Kiedy wracałam któregoś dnia z Konradem rikszą do domu podzieliliśmy się podobnymi odczuciami.

A tego akurat dnia program dla nas przygotowany był szczególny. Piątek był wolny do południa. O 17 zaproszeni zostaliśmy na premierę filmu Leap of Faith. Całe 70 min. śledziłam losy BKS Iyengara z niesłabnącym napięciem a momentami ze wzruszeniem. Autorzy pokusili się o stworzenie wielowymiarowego portretu Guruji, który rozwija się w czasie od narodzin aż do momentu obecnego. Całą historię życia naszego Mistrza podzielono na okresy i przyporządkowano różnym warstwom cielesnym (koshas). Było to bardzo ciekawe rozwiązanie. Niemniej w moim odczuciu zadanie, jakie autorzy postawili sobie było trochę zbyt ambitne. Wiele wątków, które zaczęli nakreślać nie znalazło w filmie swojego finału, ponieważ ich miejsce zajęły nowe sploty zdarzeń i ich konsekwencje. Przez to portret Guruji moim zdaniem stracił na ostrości i klarowności. Zapewne przywrócenie mu jej zmusiłoby twórców do selekcji i redukcji tego bogatego fenomenu, jakim jest osobowość naszego Mistrza. Po krótkiej przerwie czekał na nas drugi punkt programu – koncert sławnego flecisty – Pandit Hari Prasa Chaurasia. Ów mistrz fletu bansuri (wyciętego z bambusa) wystąpił w asyście jeszcze jednego flecisty, pani grającej na Sitarze oraz tablisty. Niewiele mogę powiedzieć na temat kunsztu tych muzyków, poza tym, że moment, w którym główny flet wdał się w przekomarzanie z tablą ożywił bardzo widownię a mnie przywiódł na myśl improwizację jazzową. Jak potem wyczytam w broszurze informacyjnej – artysta ten współpracował z Jonem McLaughlinem i Janem Garbarkiem.

 Kolejny dzień obfitował w atrakcje zarówno do południa jak i wieczorem. O 10.30 rozpoczęła się prezentacja na temat tradycyjnego tańca indyjskiego. Pani Mandakini Trivedi, która oprócz tego, że praktykuje tradycyjny taniec indyjski w dwóch odmianach, to jeszcze wykłada na Uniwersytecie w Bombaju – starała się nas przekonać, że taniec jest jedną z form jogi. Jej doskonale przygotowana prezentacja wywodziła podstawy teoretyczne tańca indyjskiego z kosmologii wedyjskiej, pokazując, w jaki sposób koncepcja ta znajduje odbicie w ciele ludzkim a następnie jak zostaje przetransponowana na system ruchów i kroków. Wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem niezwykłej klarowności jej argumentów, potoczystości wykładu i zaskakującego momentami poczucia humoru. Przedstawiona przez nią koncepcja była najwyraźniej poparta rzetelnymi studiami tematu. Zaprezentowany przez nią model ciała ludzkiego jako mandali ma pierwszorzędne zastosowanie również do jogi zwłaszcza w wydaniu Gurujiego. Nasza prelegentka wskazywała na podobieństwo między tańcem a jogą polegające na fundamentalnym założeniu o tym, że ciało staje się narzędziem zbliżającym nas do absolutu i jedynie dyscyplina, jakiej je poddajemy umożliwia wykorzystanie go w charakterze drabiny, po której możemy się wspiąć aby osiągnąć zjednoczenie z nim. Oczywiście wykład został okraszony przykładami z klasycznych tańców indyjskich: Mohini Attam o kolistych i miękkich ruchach oraz Bharata Natiam o charakterze kanciastym i dużo ostrzejszej ekspresji. Po wykładzie mieliśmy sposobność obejrzeć krótki pokaz pierwszego z tańców indyjskich.

Wystawę poswięconą życiu i nauczaniu Guruji udało mi się zobaczyć dopiero w sobotę po południu. Ekspozycja ta była doskonale przygotowana. Narracja prowadząca widza od początku doświadczeń z jogą związanych aż do obecnego momentu przebiegała w trzech, jasno wydzielonych planach. Na pierwszym pojawiały się zdarzenia z życia lub etapy rozwoju metody. Te drugie okraszone były cytatami z wypowiedzi Guruji, pozostałe fotografiami. Jako punkty odniesienia dla tej opowieści posłużyły konkretnie umiejscowione w czasie istotne wydarzenia z życia BKS Iyengara, takie jak publikacje, odznaczenia etc. Trzecim – subtelnym elementem tej układanki były wersy z Jogasutr – stanowiące wymowny komentarz do poszczególnych doświadczeń, na jakie napotykał Sundararaja w swoim życiu, albo etapów ewolucji jego praktyki i nauczania. Osobne miejsce na tej wystawie poświęcono pomocom do jogi – wiele z nich zostało wyeksponowane. Nieład, w jakim zastałam ten fragment wystawy zdradzał wypróbowywanie tychże przez zwiedzających – w większości joginów. Na dwóch ekranach wyświetlano fragmenty dwóch filmów z Gurujim – jego praktyki z 1938 roku i dla porównania z lat 80, kiedy to Guruji powrócił do dawnej formy po dwóch poważnych wypadkach. Miał wtedy ponad 60 lat. Właśnie ten film z pokazu w Londynie został wybrany w listopadzie przez Gitę do tradycyjnego pokazu odbywającego się w ostatni czwartek miesiąca. Drugi film był rejestracją praktyki pranayamy przez Guruji. Materiał ten został nagrany nie dalej niż ze dwa tygodnie przed otwarciem ekspozycji, na dowód formy, w jakiej nasz Guruji się znajduje.

 Piątkowy wieczór miały wypełnić kolejno: pokaz asan w wykonaniu dzieci – zatytułowany Power of Innocence oraz monodram oparty o zbiór poetyckich esejów Khalil Gibrana The Prophet (w przekładzie polskim ukazał się pod tytułem Prorok). Ponieważ dzieciaki nie były przygotowane na czas – zmieniono kolejność punktów programu. W roli tytułowego proroka wystąpił słynny indyjski aktor Naseeruddin Shah – jak wyczytałam w folderze – adept jogi Iyengara ze studia w Bombaju. Inscenizacja była raczej oprawą dla tekstu zawierającego kompendium mądrości życiowej – prostej a zarazem głębokiej. Jednak to, co nastąpiło potem okazało się być największą atrakcją całego programu kulturalnego. Dzieci zawojowały absolutnie widownię nie pozostawiając nikogo obojętnym. Pokaz był podzielony na dwie części. W pierwszej około 20 dzieci z różnych szkół bombajskich, w wieku od 7 do 12 lat wykonywało coś w rodzaju układów choreograficznych złożonych z asan w rytm muzyki. Wątłe jeszcze ciałka splątane w najtrudniejsze konfiguracje zupełnie mnie rozczuliły – cieniutkie rączki i nóżki węższe w udach niż kolanach, warkoczyki odtrącane energicznym ruchem i zmarszczone czółka, spod których spozierały na nas skupione wielkie oczka. W drugiej części te same dzieci wymieniając się rolami wyjaśniały nam znaczenie praktyki asan dla siebie i demonstrowały pozycje, które stanowiły ilustracje do wygłaszanego przez nie z przejęciem referatu. Jak usłyszeliśmy w komentarzu po zakończeniu pokazu – dzieci praktykowały z oddaniem, wstając wcześnie rano, żeby sprostać wymaganiom szkoły i intensywnych prób. Podobnie jak pozostałe osoby uświetniające te obchody swoimi występami – również dzieci zostały osobiście wyróżnione przez Gurujiego prezentami. Każde z nich osobiście podbiegało do Mistrza i odbierało swoją koszulkę. Zderzenie tych dwóch światów – starca dźwigającego na swoich barkach właśnie ukończone 90 lat życia z tą nieokiełznaną jeszcze siłą – u progu swojej historii – było bardzo poruszające.

Zakończenie ceremonii

Tak jak my je rozumiemy – urodziny Gurujiego wypadły w niedzielę. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na urodzinowe garden party. Tego dnia udało mi się wziąć udział w spotkaniu przedstawicieli stowarzyszeń na świecie. W gronie kilkunastu przedstawicieli ok.10 krajów dyskutowaliśmy standardy, jakie każdy z krajów przyjął jako wymogi do przedłużania Certifikation Mark. Wymiana doświadczeń okazała się momentami bardzo inspirująca dla nas wszystkich. Temat jest jak najbardziej na czasie dla polskiego stowarzyszenia, gdyż od najbliższego roku i my będziemy objęci wymogiem wprowadzenia CM. Prace nad tym już się rozpoczęły. Jak się okazało w konfrontacji z propozycjami innych krajów – podążając za modelem francuskim ustawiliśmy poprzeczkę wysoko. Nie mamy się, czego wstydzić.

 Gowinda Garden, gdzie cztery dni wcześniej uczestniczyliśmy w obrzędach religijnych, zmieniło swoje oblicze. Naprzeciwko wejścia ustawiono podest a nad nim dekorację z okolicznościowymi napisami. Część zadaszona, pod którą odprawiano w środę pudżę miało posłużyć tym razem za miejsce serwowania kolacji. Miejsce na wpół nagich braminów zajęli kelnerzy w zielonych uniformach. Guruji zajmował centralne miejsce na wystawnym fotelu – przypominającym tron królewski z zagłówkiem tworzącym aureolę wokół głowy czcigodnego jubilata. Wokół niego zasiedli dostojni i wiekowi już członkowie fundacji Light on Yoga z Bombaju zajmującej się propagowaniem nauczania Guruji. Wśród nich Gita. Po tradycyjnej ceremonii powitania głos oddano bliskim uczniom Iyengara. Kolejno stawali na podium: Birju Mehta z Bombaju, Feaq Biria z Paryża, starsza pani z RPA, która okazała się być jedną z pierwszych uczennic Guruji, Manuso Manos z San Francisco, Prasiant Iyengar i Gita Iyengar. Prelegenci byli niezwykle zwięźli w swoich przemówieniach. Trzy pierwsze osoby towarzyszyły Guruji w jego pierwszych podróżach po świecie i właśnie garścią wspomnień i anegdot dzielili się z nami pozwalając nam spojrzeć na Gurji jak na człowieka skromnego, momentami zakłopotanego zderzeniem z nieznaną sobie kulturą, wdzięcznego i szczodrego w kontaktach. Szczególny talent do przywoływania i oddawania nie tylko słowem, ale i gestem barwności tych doświadczeń ma Faeq. Z historii przez niego opowiedzianych – czasem heroicznych, czasem komicznych przebijał bardzo ciepły i ludzki portret Guruji. Swoją zgrabnie skonstruowaną wypowiedź Faeq zakończył taką oto pointą: "Guruji miał w zwyczaju zabierać swoich uczniów wszędzie gdzie był zapraszany. Zdarzało mu się odmawiać przyjazdu, jeśli organizatorzy nie chcieli przyjąć również osób z jego otoczenia. Po zakończeniu warsztatów prowadzonych w USA, Guruji miał akurat dzień wolny. Spędzał go na wycieczce łodzią. Leżał obok mnie wygrzewając się na słońcu i nagle zerwał się, usiadł naprzeciwko i powiedział: Nawet niebo nie smakowałoby mi bez moich uczniów." Nic dodać, nic ująć – jak się okazało później przekaz ten został powtórzony przez samego Guruji – ubrany w inne słowa.

Mowa Manuso była łącznikiem między wspomnieniami a podziękowaniami. W dosłownie kilku prostych słowach ten zasłużony nauczyciel i bliski uczeń Guruji złożył podziękowanie Gurujiemu, za jego nauczanie, z którego czerpią miliony wdzięcznych mu za to ludzi. Prasiant Iyengar – jak sam to ujął – postawił się w roli punktu zwrotnego. Po teoretycznym i bardzo ogólnym wstępie, który zazwyczaj otwiera jego wykłady na zajęciach – przeszedł do podziękowań złożonych na ręce wszystkich osób, które pomagały lub uczestniczyły jako wolontariusze w organizacji tych obchodów. Organizację zaś humorystycznie przyrównał do gotowania posiłku, jako, że zaczynało się robić późno i myśli gości coraz częściej wędrowały pod zadaszenie. Dodał na koniec: "Jeśli ktoś z tych osób chce się ujawnić – proszę bardzo – ja powiem, czy ta osoba kroiła warzywa, czy je gotowała, czy zmywała." Swoje przemówienie zakończył podziękowaniami wszystkim przybyłym uczestnikom obchodów.

Gita Iyengar podbiła mnie po raz kolejny tym, czemu poświęciła swoje przemówienie. Otóż ona również dziękowała – tyle, że jej podziękowania powędrowały do czterech skrupulatnie wybranych osób, spośród tych, którzy nauczanie i rodzinę Guruji wspierali w sposób najprostszy i najbardziej przyziemny. Gitaji złożyła swoje podziękowania pierwszej uczennicy, która w Punie zapisała się na ogólne zajęcia Guruji – starszej już pani, która jeszcze do dziś prowadzi zajęcia. Żeby przybliżyć nam stopień trudności w zdobywaniu uczniów w Punie Gita powiedziała: "Jeśli coś zostanie zaakceptowane i spotka się z uznaniem w Punie, wtedy spotka się też z uznaniem na świecie." O nauczaniu Guruji jest to z pewnością prawda. Drugą osobą wyróżnioną przez nią był znany nam ze swojej wizyty w Polsce Shah. Gita podkreśliła skromną postawę Shaha i jego bardzo dyskretną uczynność, na której nigdy rodzina Iyengarów się nie zawiodła stojąc wiele razy w obliczu trudności i prób. Swoje podziękowanie zakończyła nadmieniając, że od lat Shah zaopatruje rodzinę Iyengaów w ryż z rejonu, z którego pochodzi nie biorąc za to ani grosza. Guruji ponoć nie chce jeść innego ryżu niż ten. W parze z Shahem wystąpił Pandu – słynny sekretarz Instytutu. Okazało się, że faktycznie obu panów łączy zażyłość, którą szybko zademonstrowali występując na scenie razem i przez chwilę psocąc jak chłopcy, którymi byli, kiedy jeden pilnował, żeby drugi nie opuszczał klas. Klasy opuszczał oczywiście Pandu. Zasługi Pandu są wszystkim bywalcom Instytutu znane. Pandu po prostu zarządza Instytutem i bez niego funkcjonowanie tej instytucji byłoby trudne do wyobrażenia. Ostatnia z osób wyróżnionych przez Gitę już nie żyje i związana z RIMYI na początku działalności tegoż. Gitaji wystąpiła znowu w roli hojnej matki wprawnym okiem wyławiającej tych którzy swoją postawą czynią zadość wartościom najprostszym i najbardziej fundamentalnym.

Przekaz Mistrza

Ostatnią osobą, która zaszczyciła nas swoją mową był sam dostojny jubilat. Guruji w asyście Abbie podszedł do mównicy i głosem dźwięcznym, zdradzającym wciąż potężne płuca – przemówił do nas. Mówił wyjątkowo zwięźle, logicznie i pięknie. Zwrócił się do nas: Moje dzieci. Nie mogło tu paść nic bardziej adekwatnego. Po tym prawie tygodniu uczestniczenia w przygotowaniach a następnie obchodach urodzin Guruji poczułam, że jego dostępność oraz spontaniczne reakcje sprawiają, że więź miedzy nim a nami się zacieśnia do stopnia relacji rodzic-dziecko. Guruji dał wyraz swojemu oddaniu nam – swoim uczniom i przyrównał je do oddania Bogu potwierdzając tym samym pointę Faeqa. Zacytowawszy Jogasutry powiedział, że w swoim życiu został obdarzony podwójnie – wbrew temu, co pisze Patanjali – jako yogi czyniąc powinności sadhaki oraz jako bhogi będąc szczęśliwym człowiekiem spełnionym życiowo. Poprosił nas na koniec, byśmy dbali o wewnętrzną pewność przekazu, który niechybnie pozostawi już wkrótce nam do niesienia dalej. Przekaz ten jest kompatybilny z tym, co usłyszeliśmy w wykładzie o klasycznym tańcu indyjskim – umysł, ciało i świadomość są jednym i kluczem do tego, aby tę jedność urzeczywistnić jest właśnie ciało i praktyka jogi, w sposób, którego nas nauczał przez ostatnie 70 lat swojego życia. Swoją przemowę zakończył błogosławieństwem. Rozległy się brawa a ja już zaczęłam tęsknić za jego głębokim i dźwięcznym głosem, który przez ten krótki czas wprawiał w harmonijną wibrację przestrzeń wokół nas.

 Cóż – pozostało nam zjeść kolację – która już nie była tak egzotyczna i smaczna jak środowy obiad. Zaserwowano nam posiłek w stylu z północy Indii. Oczywiście Guruji nie mógł odmówić przyjęcia pokłonów od zebranych. Ustawiliśmy się w kolejce zwartą grupą z Polski. Ewa zakupiła prezent i mimo, że zabroniono nam wręczania upominków – Guruji przyjął go od nas. Konrad przedstawił nas jako grupę z Polski, ale Guruji z błyskiem w oku odparował – "Ja wiem, ja wiem – you Polish people…" na co Konrad przytonie odparł – "Yes we steel need to be polished." Otrzymaliśmy w odpowiedzi szeroki, szczery uśmiech Guruji. Niech uśmiecha się do nas jak najdłużej.

Tak dobiegły końca obchody 90 urodzin naszego Guruji BKS Iyengara w Punie. Do Polski powędrowały z Konradem okolicznościowe kalendarze, które będą przedmiotem licytacji na rzecz Bellur Project. Nieco później – pod koniec grudnia – razem ze mną dotrą do Polski dwa notatniki – coś absolutnie specjalnego, które również będziemy licytować na ten sam cel. Zapraszam Was wszystkich do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu wspierającym najuboższych w rodzinnych stronach Guruji. Taka jest jego wola, jeśli możemy mu cokolwiek z wdzięczności ofiarować – uczyńmy ofiarę na ten cel.

Katarzyna Pilorz
Puna, 15 grudnia 2008

Kalendarz imprez

<<  Wrzesień 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1  2
  3  4  5  6  7  8  9
10111213
242526
webmaster