Dean Lerner: biogram

image

Dean Lerner interesował się myślą Wschodu i mistycyzmem w latach sześćdziesiątych jeszcze zanim ukończył naukę w szkole średniej. Z jogą zetknął się po raz pierwszy za pośrednictwem lektury na początku lat siedemdziesiątych,  podejmując pod jej wpływem kurs korespondencyjny i  bez większego powodzenia zaczyna praktykować pewne pozycje. Dochodzi do wniosku, że tak naprawdę nikt nie jest w stanie ich zrobić.  W międzyczasie kończy college z dyplomem magistra i rozpoczyna stałą pracę w stanie Arkansas jako doradca do spraw rolnictwa.  Podróżuje na Tahiti, do Nowej Zelandii, Australii, Indonezji, zatrzymując się na trzy miesiące w Indiach. Popijając herbatę w jednej z indyjskich restauracji, nawiązuje rozmowę z pewnym Anglikiem opowiadającym o korzyściach płynących ze stania na głowie.  Dean bez zwłoki udaje się do swojego pokoju i wypróbowuje pozycję, stając na swoim łóżku. Wkrótce po tej próbie kupuje egzemplarz „Yoga, Self Thaught” autorstwa Andre Van Lysebeth. Książka ta zawiera sekwencję dwunastu pozycji i staje się jego podręcznikiem. Jednego  z kolejnych indyjskich wieczorów, gdy  jego towarzysze, siedząc na werandzie, sączą wino, na Deana spływa  szczególne uczucie radości. Czuje, że jest to efekt praktyki. Od tego momentu jego praktyka  nabiera tempa i żarliwości.

Plan indyjskich podróży jest wymagający. Wraz z towarzyszami Dean  zwiedza trzy miasta tygodniowo. Dysponując niewielkim budżetem, jak również kierując się promowanym przez Gandhiego ideałem bycia blisko „ludzi” podróżują autobusami i pociągami trzeciej klasy. Dean trzyma się codziennej praktyki, niezależnie od tego, jak bardzo jest zmęczony czy głodny. Nieraz zdarza się, że przyjaciele idą na kolację bez niego, a Dean traci tym samym okazję na jedyny posiłek w ciągu dnia. Wkrótce podróż staje się dla niego zbyt męcząca, szczególnie, że męczy go biegunka. Dean wspomina moment, w którym jeden z przyjaciół zwraca uwagę pozostałych „ Hej, spójrzcie na Deana! Tak schudł, że widać mu wszystkie żebra”. Opalali się wtedy, siedząc na skale gdzieś w górach na stacji kolejowej.  Mimo choroby Dean wciąż praktykował swoje dwanaście pozycji. Było lato 1981 roku. Wynająwszy łódź na jeziorze Shringar w Kaszmirze, Dean wspomina swój pierwszy od tygodni gorący prysznic i myśl „Ah, w końcu jazda pierwszą klasą”. Dowiaduje się potem, że cała pitna woda czerpana była prosto z jeziora, gdzie odprowadzano wszystkie ścieki. Rozchorowuje się jeszcze bardziej. Opuszcza łódź i jezioro Shringar, decydując się na trzydniową podróż do Ladakhu na granicę chińsko-tybetańską, gdzie na przedmieściach ugoszczony zostaje przez tybetańską rodzinę, w której nikt  nie mówi po angielsku. Do tej pory nie czuł się dobrze, dopiero teraz jednak czuje się naprawdę źle i zdaje sobie sprawę, że jest  chory. Opowiadając tą historię dzisiaj, wspomina jak leżał na posłaniu, słuchając śpiewu zbierających gorczycę na okolicznych polach.

Ostatecznie decyduje się pójść do oddalonego o jakąś milę od Ladakhu szpitala i oddaje się w ręce indyjskiego lekarza. Wspomina jak wręczono mu próbówkę i mały pojemnik, instruując, że ma do nich nasikać i oddać kał w całkowicie pozbawionych intymności  warunkach. Dumny ze swoich diagnostycznych umiejętności  pracownik medyczny po jednym spojrzeniu zwrócił się do niego podekscytowany: „Wiem co to jest! Masz żółtaczkę!” Poza leżeniem w łóżku  na chorobę nie było żadnego lekarstwa.  Towarzysze Deana nie zamierzali zatrzymywać się i pomagać w okresie jego rekonwalescencji. Kiedy odchodzili,  machając na pożegnanie, nie zawracał sobie głowy myślą, że porzucają go w chorobie. Zastanawiał się natomiast „Jak mogą tracić tak wiele energii, machając rękami?” Chcąc dostać trochę soku pomarańczowego, po który trzeba było zejść do miasta, ofiarowuje nastoletniemu tybetańskiemu  chłopcu zebraną w trakcie podróży kolekcję fletów. Zostając samemu, myśli o tym,  że poważna choroba, jak pisał Gandhi  jest formą duchowego oczyszczenia. Mimo złego stanu, nie traci pewności, że przeżyje.

Po tygodniu i czysty hotel, na który go stać. Wraz z polepszającym się samopoczuciem rośnie jego pociąg do jogi i chęć do szperania po księgarniach. Wśród setek książek na temat jogi znajduje dwie, szczególnie interesujące go pozycje:  „Encyclopedia of Yoga” (autor nieznany) i „Światło Jogi B.K.S. Iynegara”. W „Świetle Jogi” podobają mu się zdjęcia, integralność, jaką przedstawiały, jak również informacje terapeutyczne znajdujące się na końcu książki. Wybór „Światła Jogi” miał radykalnie zaważyć na obraniu przezeń życiowego kursu.

Skórę i oczy ma wciąż żółte. Studiuje  pozycje rekomendowane przy chorobach wątroby ze „Światła Jogi” i włącza je do swojej praktyki celem regeneracji. W przedstawionej we wprowadzeniu do książki filozofii  jogi znajduje uzdrawiający potencjał. Wraz z powrotem jednego ze swoim towarzyszy, udaje się w podróż do Katmandu i na treking w Himalajach. Zabiera ze sobą lekkie bawełniane okrycie i sandały. To ubranie jest oczywiście w wysokich górach niewystarczające. Dean czytał jak powolne, głębokie, długie wdechy i wydechy wytwarzają w ciele gorąco i spacerując jednego z zimnych poranków i patrząc na himalajskie szczyty, wykorzystuje pranayamę by się ogrzać i orientuje się, że nie drży. W tym czasie jego towarzysze śpią zakutani w śpiwory.

Późnym latem wyrusza do Birmy i na Filipiny. Jego kolejne znaczące spotkanie z jogą ma miejsce na niewielkiej wyspie.  Rozmawiając z młodą kobietę na plaży, widzi w oddali  kogoś wykonującego płynną sekwencję asan: od Adho Mukha Vrksasany, Vrścikasany II, przez Urdhva Dhanurasanę, Viparita Chakrasanę, Uttanasanę i w końcu Samasthiti. Praktykujący je człowiek, po ich wykonaniu biegnie do oceanu i nurkuje w słonej wodzie, po czym wraca na piasek i powtarza całą sekwencję raz jeszcze. Dean podchodzi do niego i zagaduje. Barry właśnie wrócił z kursu w Punie, w Instytucie Iyengara. Opowiada Deanowi o jego intensywności; uczniowie musieli trwać w  Paścimottanasanie przez siedem minut! Dzięki Barryemu Dean dowiaduje się dokąd zmierzać będzie jego jogiczna podróż.

Wczesną jesienią 1981 roku Deanowi kończą się pieniądze. Wraca do Stanów Zjednoczonych, licząc na powrót do swojej dotychczasowej pracy. Zajmowane dotąd stanowisko nie jest już jednak  dostępne. Wiele lat wcześniej Dean pomógł jednemu z przyjaciół zbudować kamienny dom w Ozark Mountains. Przyjaciel ten oferuje Deanowi wprowadzenie się do tego niezamieszkanego miejsca. Nie związany ani pracą, ani rodziną Dean skwapliwie przyjmuje propozycję. Zamieszkuje dom przez rok, rąbiąc drzewo na opał i nosząc wodę ze strumienia. Właśnie tam,  w tym prymitywnym górskim siedlisku, bez bieżącej wody i elektryczności, dwanaście mil od najbliższego miasta, jego sadhana pogłębia się. Uważnie czyta „Światło Jogi” i „Yoga Book” autorstwa Jean Couch Runner, praktykując sześć godzin każdego dnia. Jego umysł przepełnia się pytaniami. Decyduje  się napisać do B.K.S. Iyengara:

Szanowny Panie Iyengarze,
Praktykuję asany ze „Światła Jogi”. Nie umiem wykonać wszystkich pozycji tak jak pan, a niektóre z nich są niewygodne. Czy mogę wykorzystać koce, albo poduszki i na nich siadać?

Pytanie to, podobnie jak kilkanaście innych, doczekuje się bardzo szybkiej odpowiedzi:

Drogi  Deanie Lernerze,
Nie tyle zajmuje mnie twoje poczucie komfortu, ile precyzja z jaką wykonujesz pozycje.

Kim był ten człowiek, zastanawiał się Dean, którego nie zajmowała wygoda, a precyzja!

Czuje, że sens jego życia został określony. Iyengar odpowieda jeszcze na trzy pytania Deana, po czym odesyła go do dwóch nauczycieli w Stanach zjednoczonych: Mary Palmer (mamy Mary Dunn) i Ramananda Patela.

imageNiewiele później, jego matka mieszkająca w Fort Worth zaczyna chorować. Odkłada on w związku z swój wyjazd do zarekomendowanych nauczycieli  i udaje się do swojego domu w Teksasie. Latem 1982 roku bierze udział w zajęciach George’a Purvisa. W trakcie lekcji Dean zauważa, że pozostali uczniowie dziwnie mu się przyglądają. Oto ktoś, kto jest po raz pierwszy na zajęciach jogi, kto przyjechał z lasów Arkansas, a jednak w jakiś sposób wykazuje doświadczenie w praktyce asan. Dean wspomina, że praktykował wtedy pozycje ze” Światła Jogi” od osiemnastu miesięcy. Dociera w końcu do Mary Dunn i Ramanand Patel, którzy stają się jego najważniejszymi nauczycielami w Stanach.

Nauczycielska kariera Deana rozpoczęła się od tego, co sam nazwał „jogą na kołach” w Forth Worth. Stale ładował i wyładowywał pomoce ze swojego auta, ucząc w jednym tygodniu w kilku różnych lokalizacjach. W 1985 roku zostaje zaproszony do środkowej Pensylwanii, gdzie żyje i uczy do dziś.

Wraz z żoną Rebeccą Dean tworzy The Center for Well-Being (www.centerforwellbeing.net) - studio jogi i holistyczny ośrodek zdrowia w Lemont. Prowadzi  liczne warsztaty w Stanach Zjednoczonych i za granicą. Wielokrotnie studiował w Instytucie w Punie, zdobywając nauczycielski certyfikat w stopniu Advanced. Przez kilka lat piastował funkcję przewodniczącego Iyengar Yoga National Association of the United States.

Dean Lerner – o początkach praktyki.
Przyg. Pauline Schloesser
Tłum. Natasza Moszkowicz

webmaster