Co potrafi joga? cz. 1

GEO 06/2013

Publikacja niniejszego artykułu, który ukazał się w magazynie GEO (6/2013) jest możliwa dzięki uprzejmej zgodzie wydawnictwa Gruner+Jahr AG & Co KG, Hamburg. Tłumaczenie: Jacek Żukowski, redakcja: Katarzyna Pilorz

Postrzegana dawniej jako ezoteryczny kult, obecnie joga stała się globalnym ruchem. Czy jest ona czymś więcej niż zwykłą gimnastyką i powiązanym z nią światopoglądem? A może nawet posiada moc uzdrowicielską? Wskazuje na to coraz więcej badań naukowych. Zespół pracowników GEO szukał odpowiedzi na te pytania u naukowców i ostatniego z żyjących wielkich mistrzów jogi, 94-letniego Iyengara.

 

Czy to właśnie o tym myślał stary mistrz, kiedy nazwał ciało świątynią? O tym uczuciu, które ogarnia mnie pod koniec mej podróży wokół globu, podróży wiodącej poprzez świat joginów, instytuty i laboratoria badawcze, ukryte zakamarki ludzkiego ciała. Owym krótkotrwałym, lecz wszechogarniającym uczuciu ukojenia i spokoju, które przepełnia me ciało nawet tutaj, w półokrągłej, przesyconej światłem sali ćwiczeń w sanktuarium jogi położonym w indyjskiej Punie, gdy na zewnątrz nieustannie dudni uliczny zgiełk. Szkoła jogi prowadzona przez 94-letniego B.K.S. Iyengara, jednego z ostatnich żyjących wielkich mistrzów, nauczycieli jogi i guru, należy do najstarszych na świecie. W jej murach można niemal poczuć na własnej skórze, co ten kipiący energią staruszek twierdzi od 70 lat: joga może leczyć.

Jako osoba z wykształceniem w dziedzinie nauk przyrodniczych jestem głęboko sceptycznie nastawiona do kuracji, których efektów nie można zweryfikować za pomocą mierzalnych wskaźników, i głoszenie takich opinii wcale nie przychodzi mi łatwo. Przesycone atmosferą dymu z kadzidełek instytuty samorealizacji zdecydowanie nie są w moim guście. Relaks i dobre samopoczucie mają zbawienny wpływ na większość ludzi, a sport jest źródłem energii życiowej i zdrowia, to nie podlega dyskusji. Lecz co wspólnego ma ta gimnastyka joginów z prawdziwym procesem leczenia?

Odpowiedź na to pytanie znalazłam w naukowej atmosferze renomowanych instytutów badawczych, w miejscach już ze swej natury ukierunkowanych na pogłębianie wiedzy.

 

Czy to w Berlinie, Bostonie lub Bangalur, na Harvardzie lub Uniwersytecie Humboldta, wobec licznych pozytywnych efektów leczniczych osiąganych przez lekarzy i terapeutów, naukowcy przełamują swoje niechętne nastawienie do tej staroindyjskiej sztuki opanowania ciała i zaczynają się jej przyglądać za pomocą narzędzi z naukowego arsenału. Po tym, jak kilka lat temu Amerykański Narodowy Instytut Zdrowia (NIH) wyasygnował środki publiczne na prowadzenie badań nad jogą, przez Stany przetoczyła się lawina projektów. Aktualnie baza danych z artykułami naukowymi z zakresu medycyny PubMed zawiera ponad 2000 publikacji poświęconych tej tematyce.

Czy w powitaniu słońca, pozycji lotosu i mantrze „om” ukryta jest jakaś głębsza tajemnica? Ponad 20 milionów Amerykanów i 5 milionów Niemców zdaje się w to wierzyć. Tylko w Niemczech 20 tysięcy nauczycieli szerzy ową prastarą technikę pracy nad umysłem i ciałem, mającą swe źródło na indyjskim subkontynencie, o której się mówi, że będąc „uniwersalnym wzorcem opanowania” w odróżnieniu od innych dyscyplin sportowych ukierunkowuje „całą energię do wewnątrz”. Co się kryje za tą obsesją na punkcie jogi? Czy to tylko kolejna moda w społeczeństwie dobrobytu, zawór bezpieczeństwa dla zestresowanych mieszczuchów, a przede wszystkim gigantyczny interes? Jak wyglądałoby to całe ćwiczenie ducha i ciała, gdyby zapomnieć o ezoterycznej otoczce duchowości, a przyjrzeć się kwantyfikowalnym korzyściom? Mówiąc innymi słowy, co potrafi joga?

 

- W Niemczech - mówi Britta Hölzel - inaczej niż ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych, joga jest postrzegana jako takie niegroźne dziwactwo. Psycholożka i neuronaukowiec wróciła niedawno z Bostonu, aby podjąć pracę w Instytucie Psychologii Medycznej w berlińskiej klinice Charité. Siedząc w swoim pustym pokoju, pośród jeszcze nierozpakowanych skrzynek z przeprowadzki, opowiada stonowanym głosem o swym świecie zawieszonym pomiędzy mózgiem, tomografią komputerową a trzema filarami jogi – techniką oddechu (pranayama), pozycjami ciała (asany) i medytacją, która to stanowi jej główny obszar zainteresowania.

Zapisane w sanskrycie pisma, w których po raz pierwszy pojawia się słowo joga, mają już ponad 2500 lat. Znaczy ono tyle co „jarzmo”, lecz jest interpretowane jako „zjednoczenie”. Początkowo stanowiła ona li tylko duchową ścieżkę ku oświeceniu, które można było osiągnąć poprzez medytację, ową królewską dyscyplinę podróży w głąb siebie. Technika oddechu i ćwiczenia fizyczne służyły wyłącznie jako pomoce na drodze do osiągnięcia tego celu. Dopiero z upływem czasu, jak twierdzi jedna z często przytaczanych tez, jogini odkryli, że „świeca”, „pług” i „stanie na głowie” mogą także mieć korzystny wpływ na dobre samopoczucie.

W swych ostatnich, szeroko uznawanych badaniach Britta Hölzel wykazała, że już 30 minut poświęconych codziennie na medytację na przestrzeni ośmiu tygodni spowodowało widoczne zmiany w mózgach silnie zestresowanych kobiet i mężczyzn. Uczestnicy badania nie tylko czuli się lepiej po jego zakończeniu, lecz ponadto, na podstawie zdjęć wykonanych za pomocą metody rezonansu magnetycznego przed rozpoczęciem eksperymentu i po upływie ośmiu tygodni stwierdzono, że w obszarach mózgu odpowiedzialnych za pamięć, procesy uczenia się i kontrolę nad emocjami wystąpił wzrost gęstości szarych komórek.

- Nie wiemy jeszcze dokładnie, co tak naprawdę oznaczają owe zmiany w strukturze mózgu, - mówi autorka eksperymentu - lecz widocznie zestresowane osoby dzięki medytacji potrafią nieźle „przeprogramować” swój mózg, a być może nawet poprawić swe umiejętności kognitywne. Inny eksperyment pokazał, że medytacja praktykowana przez wiele lat jest w stanie zastopować uwarunkowany wiekiem proces kurczenia się kory mózgu.

Efekt ten osiągany jest dzięki umiejętności przebywania w owej nicości, w owej „przestrzeni zawieszonej pomiędzy dwoma myślami”, jak to ujął pewien słynny jogin. W starych pismach jest ona określana jako „pratyahara” czyli kontrola i wycofanie zmysłów. Britta Hölzel określa ją jako „wyzwolenie się spod natłoku myśli krążących w głowie”. Współczesna nauka twierdzi, że tego rodzaju wyciszenie umysłu poprawia „regulację emocjonalną”.

W dziesiątkach badań wykazano, że joga i medytacja mogą wzmocnić „miękkie” czynniki, takie jak dobre samopoczucie, jakość życia, a nawet i współodczuwanie. Lecz czy mogą one wpływać na umiejętności kognitywne? Albo chronić przed demencją? - Mamy coraz więcej danych. - mówi Hölzel. - Ciągle jednak napotykamy na trudności w całkowicie obiektywnym określeniu zmian. Lecz  w jednej kwestii nasza wiedza graniczy niemal z pewnością – nic nie nadaje się tak dobrze na walkę ze stresem, owym przekleństwem naszych czasów, jak medytacja, ćwiczenia oddechowe i ćwiczenia ciała. A może spotkała się już pani z osobą, która w Berlinie jest ekspertem w tej dziedzinie?.

Większość pacjentów Andreasa Michalsena z dzielnicy Berlina Wannsee aż nadto długo była wystawiona na wpływ owej wolno działającej trucizny, którą przesiąkły do cna ich umysły, ciała i serca. 80% Niemców czuje się zestresowanych, a 30% nawet bardzo. Ordynator i profesor medycyny naturalnej w berlińskiej klinice Charité nie tylko prowadzi badania nad antystresowym wpływem jogi, lecz podobnie jak wielu naukowców również praktykuje ją od dłuższego czasu. Teraz pochyla się nad swoim biurkiem i precyzyjnie ustawia wyprostowane palce. „Kciuk i palec wskazujący ustawione względem siebie pod kątem 45 stopni!” Każda pozycja ciała wymaga precyzji w najdrobniejszych szczegółach. Nawet takie drobiazgi, jak ustawienie palców rąk względem siebie, wywołują skutki sięgające od pięt aż po czubek głowy.

- Precyzja - mówi profesor Michalsen - stanowi podstawę właściwego stylu jogi. A w jego rozumieniu jest nim właśnie joga wg metody Iyengara. Swego czasu nawet odwiedził on samego „mistrza pełnego oddechu”. Nie bez kozery mówi się o Iyengarze, że ma on „bzika na punkcie kontroli”. Lecz właśnie dlatego wielu naukowców sięga po jogę Iyengara podczas swych badań. Dokładność, powtarzalność, porównywalność – od tego wszystko zależy.

Trudne do ogarnięcia bogactwo stylów, szkół i rodzajów jogi wcale nie ułatwia pracy naukowcom. Joga ashtanga, bikram, kripalu, kundalini, sivananda, vini... Jedni głównie medytują, inni kładą nacisk na ćwiczenia ciała, jeszcze inni skupiają się na ćwiczeniach oddechowych, a są też i tacy, co śpiewają jeszcze sobie mantry, wsłuchują się w dźwięk gongów, nie wspominając już o adeptach tzw. „power-yogi”, zainteresowanych głównie dobrą kondycją fizyczną. Rozpowszechniony w cywilizacji okcydentalnej termin „hatha-joga” jest traktowany jako nadrzędny wobec wszystkich systemów stosujących asany.

Brak porównywalności był jednym z powodów, dla których tak niewiele badań spełniało wyśrubowane naukowe standardy, czyli podlegało weryfikacji i randomizacji (losowy dobór osób do badania). Aktualnie często mamy do czynienia z projektami pilotażowymi, opartymi na małej liczbie przypadków. Jednak w międzyczasie ilość danych zwiększyła się w takim stopniu, że niektórzy naukowcy zaczynają mówić o „wielkich możliwościach”, „środku leczniczym o zdumiewająco szerokim spektrum działania”, a nawet „cudownej pigułce”. Obecnie pytanie nie brzmi zatem, czy, lecz co potrafi joga.

- Na Iyengara złapię ich wszystkich. - mówi profesor Michalsen, mając głównie na myśli swoich  pacjentów płci męskiej z okolicznych willi, harujących od świtu po zmrok ludzi sukcesu. Guru z Puny twierdzi, że z prastarej wiedzy stworzył on rodzaj nauki. Jego laboratorium stanowi własne ciało i umysł, a narzędziem są przede wszystkim asany, będące „medytacją w ruchu”. Już pierwsze zajęcia zrobiły na Michalsenie ogromne wrażenie i to nie wskutek potężnych zakwasów w mięśniach, lecz rozpierającej go energii. Wtedy zrozumiał, dlaczego trenerzy wysyłają wyczynowych sportowców, również profesjonalnych piłkarzy, na matę.

Michalsen mówi w tym kontekście nie o sile mięśni, lecz o sile odpornościowej organizmu na stres, o tej jakże przydatnej zdolności ciała do reagowania na grożące mu niebezpieczeństwa. Chroniczny stres pobudza autonomiczny (wegetatywny) układ nerwowy, co z kolei jest przyczyną stałych reakcji lękowych, mających destrukcyjny wpływ na ciało i umysł. Zbyt wielki stres prowadzi do zakłóceń w sterowaniu funkcjami ciała, a nawet do negatywnych zmian w procesach aktywacji genów. Stres jest czynnikiem neurotoksycznym, którego skutkami są depresja, lęk, nałogi, chroniczne stany zapalne, choroby zapalne jelit, zapalenie stawów i podwyższony poziom cukru we krwi. Uważa się, że stres i towarzyszący mu niezdrowy styl życia mogą być bezpośrednią lub pośrednią przyczyną nawet 80% wszystkich chorób.

- Ograniczenie stresu - mówi Michalsen - jest na całym świecie głównym kluczem do zrozumienia tajemnicy jogi. Coraz to więcej badań dostarcza dowodów na to, że jogini potrafią wpływać na wegetatywny układ nerwowy, który steruje przebiegiem niezależnych od woli człowieka reakcji w organach i mięśniach. Układ wegetatywny dzieli się na układ współczulny, działający pobudzająco, i antagonistyczny względem niego układ przywspółczulny, który spełnia funkcję hamulca. Jest udowodnionym faktem, że joga obniża poziom hormonów stresu w krwi, takich jak kortyzol.

Od niedawna wiemy, że joga również redukuje poziom substancji odpowiedzialnych za stany zapalne. U kobiet, które regularnie uprawiały jogę przez dwa lata, stwierdzono mniejszy poziom interleukiny 6; ponadto były one mniej podatne na działanie czynników stresogennych niż ich rówieśniczki o takiej samej wadze ciała, które nie uprawiały jogi. - Ten efekt - mówi berliński profesor - występuje tylko u osób praktykujących tzw. „jogę regenerującą”, wykorzystującą ćwiczenia ciała, oddechowe i rozluźniające o umiarkowanym stopniu obciążenia, która nie jest ukierunkowana na ustanawianie rekordów w sporcie zawodowym. Będąca w modzie tzw. „power – yoga” nie jest do tego wcale przydatna.

Nie można jej też stosować przy terapii najczęściej spotykanych chorób wywołanych stresem: zespołów bólu neuropatycznego. Ostatnimi czasy profesor Michalsen wraz z kolegami dokonał metaanalizy szeregu dostępnych badań, której wynik można ująć następująco: „Zgodnie z obecnym stanem wiedzy joga jest najskuteczniejszą metodą zwalczania chronicznych bólów pleców i szyi i może być także pomocna przy leczeniu migreny”. I to wszystko można osiągnąć tylko poprzez ograniczenie stresu? Niezupełnie - odpowiada profesor - konieczne jest w tym celu współdziałanie pewnych wewnętrznych sił leczniczych organizmu, które joga może rozbudzić.

Niemal zupełnie niezbadanym, lecz ogromnie intrygującym, a przy tym i prostym elementem jest wydłużenie. Prawidłowo wykonywane asany, w których pozostaje się przez dłuższy czas, powodują wydłużenie mięśni, ścięgien i tkanki łącznej w stopniu niespotykanym w codziennym życiu. W tym celu wcale nie trzeba wykonywać na macie ekstremalnych „wygibasów”, do których są zdolni zaawansowani jogini. Już lekkie wydłużenie powoduje dogłębne rozluźnienie i ukojenie bólu. Na przykład badania przeprowadzone na uniwersytecie w Dreźnie pokazały, że silne wydłużenie wrzecionek nerwowo-mięśniowych ma wpływ na zmienność rytmu zatokowego, mówiąc innymi słowy, uspokaja serce, co jest dobrym wskaźnikiem zrelaksowania.

Podobne wyniki uzyskała w swoich szeroko uznawanych badaniach przeprowadzonych na pacjentach cierpiących na chroniczne bóle pleców Karen Sherman z University of Washington w Seatle. Część uczestników eksperymentu ćwiczyła korzystając z dobrego samouczka, inna brała udział w gimnastyce dla chorych, a trzecia grupa chodziła na jogę. Biorąc pod uwagę wygaszenie bólu i poprawę sprawności, w trzeciej grupie stwierdzono znacznie większą poprawę niż w pozostałych dwóch. Gdy w przeprowadzonym później badaniu gimnastykę dla chorych „wzbogacono” elementami jogi, jednominutowymi ćwiczeniami na rozciąganie ciała, osiągnięto równie dobre efekty jak w przypadku jogi.

- Z reguły - przypuszcza Michalsen - mamy zapewne do czynienia ze wzajemnym oddziaływaniem na siebie różnych czynników biologicznych, któremu to joga zawdzięcza swoje szerokie spektrum działania. W przypadku nadciśnienia czy też chorób serca pewną rolę mogą również odrywać inne, jeszcze niezbadane mechanizmy, jak np. oddziaływanie oddechu na regulację światła naczyń krwionośnych. Przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych badania pokazały, że poprzez ćwiczenia jogi uczestnicy eksperymentu zdołali na tyle obniżyć nadciśnienie krwi, że mogli oni zdecydowanie ograniczyć przyjmowanie leków. - Gdybyśmy posiadali równie skutecznie działającą pigułkę, - konstatuje Michalsen - byłaby to sensacja. Każdy z trzech filarów jogi – medytacja, asany i ćwiczenia oddechowe – może oddziaływać leczniczo, lecz gdy są praktykowane łącznie, nic im nie dorówna. Jeśli chce pani dowiedzieć się czegoś więcej na temat możliwości jogi, proszę pojechać do Stanów Zjednoczonych, będących dziś „Nation of Yoga”.

Lunch w barze z hamburgerami Owl Diner” w Lowell pod Bostonem. Razem ze mną przy stoliku Kevin Fahy, lat 51, korpulentny, misiowaty mężczyzna, wcześniej kierowca ciężarówki, oraz Jeff Hall, lat 46, szczupły i energiczny, dawniej podoficer w Amerykańskiej Marynarce. Obydwaj cierpią na pourazowe zaburzenie stresowe (PTSD), objawiające się uczuciem rozdrażnienia przy jednoczesnych problemach z koncentracją uwagi, ogromnymi trudnościami z zasypianiem i krótkim snem, wynoszącym maksymalnie dwie godziny na dobę pomimo przyjmowanych leków, koszmarami sennymi, panicznym lękiem. Dwóch mężczyzn, nad których życiem zapanował stres.

Fahy'emu, który wcześniej chętnie jeździł do Azji, śni się wyprostowana przed nim kobra. Jego wydarzenie traumatyczne: po wypadku, w którym odniósł poważne obrażenia pleców, lekarze uznali go za zmarłego. Wybudził się z twarzą zakrytą całunem, który zabierał mu oddech.

Jeff'owi Hall'emu śnią się po nocach dzieci, których „pokryte kurzem nóżki poubierane są w małe buciki”. - Od tamtego czasu ciągle mnie coś goni. - mówi Jeff. Od tamtego czasu, to znaczy od operacji „Pustynna Burza”.

Obaj panowie poznali się w centrum jogi, podczas zorganizowanego przez Uniwersytet Harvarda badania pacjentów cierpiących na PTSD. Przez trzy miesiące, dwa razy w tygodniu chodzili razem na medytację, wykonywali ćwiczenia oddechowe i asany. Każdego dnia ćwiczyli także sami w domu przez 20 minut, mając założony specjalny zegar, prowadzili dziennik snu, chodzili do szpitala na EKG, wypełniali ankiety i przez cały czas byli połączeni online z naukowcami.

Wynikiem badań jest tabela obrazująca stan przed i po badaniu, którą widzę na monitorze, siedząc w skromnym, nowym budynku, stojącym niedaleko szacownego gmachu głównego Harvard Medical School. Sat Bir Khalsa, profesor w Instytucie Badań nad Snem, analizuje dane uzyskane u obu uczestników badania. Jego twarz okala długa, siwa broda, głowę zdobi turban, a skryte za grubymi szkłami okularów oczy spoglądają na mnie poważnie, lecz i dobrotliwie. Będący z pochodzenia Kanadyjczykiem, a sikhem z wyboru naukowiec całą swoją karierę naukową spędził w Bostonie, który obecnie należy do wiodących ośrodków badań nad jogą.

Zespół profesora Khalsy zajmuje się badaniami zmian aktywności autonomicznego układu nerwowego, który m. in. reguluje oddech, rytm bicia serca i przebieg procesu trawienia. Punktem odniesienia jest przy tym teoria zmienności rytmu zatokowego. Ukryte pod tym tajemniczym zlepkiem słów znaczenie można sformułować następująco: im szybciej serce wchodzi na wysokie obroty w sytuacji stresowej, a następnie powraca do normalnego rytmu pracy, tym zdrowszy jest człowiek. Joga, jak utrzymuje naukowiec, poprawia zmienność rytmu zatokowego i nadmierne rozbudzenie układu ustępuje.

- Na dłuższą metę - kontynuuje Khalsa - owe odbywające się bez udziału świadomości reakcje zmieniają biochemię ciała i tworzą coś w rodzaju tamy przed negatywnym wpływem hormonów stresu. Pierwsze prekursorskie badania nad pacjentami cierpiącymi na chroniczną bezsenność pokazały, że już po 8 tygodniach praktyki jogi zauważalne są wymierne zmiany. Osoby z PTSD informowały o znacznej poprawie w odniesieniu do występowania takich symptomów jak „nawracające się wbrew woli wspomnienia”, koszmary nocne lub wycofanie się z życia towarzyskiego.

- Coś się we mnie zmieniło. - stwierdza Kevin Fahy, dawny kierowca ciężarówki. - Znowu chętniej spotykam się z innymi ludźmi. Hall, weteran z wojny w Zatoce Perskiej, mówi, że w jakiś dziwny sposób joga zatrzymała jego ucieczkę. Najpierw tylko podczas ćwiczeń, lecz teraz uczucie spokoju z wolna rozprzestrzenia się. Obydwaj przestali przyjmować tabletki nasenne. Nocą śpią po cztery godziny, dwukrotnie więcej niż przed rozpoczęciem ćwiczeń jogi.

- Joga to prawdziwe błogosławieństwo dla ludzkości. - wpada w marzycielski ton profesor Khalsa, który opowiadając o swoim przedmiocie badań nie stroni od wielkich sformułowań takich jak „misja” czy „wizja”. A może już i dzieci powinny w ramach profilaktyki skorzystać z błogosławieństw owej prastarej techniki ćwiczenia ciała i umysłu? Gdyż właśnie to sugerują wyniki jego badań przeprowadzonych na młodzieży szkolnej. Ostatnio również naukowcy z Duke University w Karolinie Północnej doradzali praktykowanie jogi przy zaburzeniach z uwagą, jak np. zespole ADHD. Obszerna metaanaliza wyników badań z roku 2013, która echem odbiła się aż w telewizji, dostarczyła na tyle wiarygodnych danych, że joga jest nawet zalecana jako terapia uzupełniająca przy schizofrenii i narodowej chorobie Amerykanów – depresji. Czyż to nie brzmi fantastycznie?

No cóż, mimowolnie przychodzi mi na myśl, że to właśnie sprawia, że w człowieku zapala się lampka z napisem „Uważaj”. Joga - cudowny lek na wszelkie dolegliwości? Co leczy bóle pleców, a na dodatek i choroby psychiczne?

Profesor Khalsa chyba odgadł moje myśli i sceptyczne nastawienie. - Rozumiem. - powiada przyjaznym tonem. - Pani potrzebuje niezbitych dowodów. Lepiej nie mogła więc pani trafić, gdyż właśnie tu, w Bostonie, pracuje także Chris Streeter.

 

Kalendarz imprez

<<  Czerwiec 2018  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2  3
  4  5  6  7  8  910
11121314151617
181920212223
 
webmaster