Autobiografia Iyengara cz. III

Ziarno mojego nauczania zostało zasiane

Gdy nasze pokazy dobiegły końca, mieliśmy zamiar wracać, Profesorowie collegu Karnataka w Dharwarze chcieli, aby jeden z nas pozostał, aby nauczać jogi. Gurudzi chciał zostawić chłopca Pandarungę Bhatta, lecz profesorowie nalegali, abym to był ja. Początkowo Gurudżi nie godził się na to, ponieważ miałem dopiero 17 lat. W końcu zgodził się na moje pozostanie w Dharwarze. Przez półtora miesiąca ciężko pracowałem, ku zadowoleniu wszystkich, i trenowałem sporą liczbę osób. Gdy mój pobyt skończył się, w nagrodę dostałem ubrania, srebrne kubki i opłacili mój powrót do Majsuni. Dali mi także szal dla Gurudżiego.

Jak Puna stała się moim domem

W lutym 1937 roku udałem się na objazd w okręgu Majsurskim z pokazami i wykładami jogicznymi. W czasie tego objazdu zyskałem doświadczenie, lecz nie zachętę. Wprost przeciwnie, musiałem pokrywać wydatki z własnej kieszeni. W końcu wróciłem do Majsuru,

W tym czasie pewien śri Narasingarao z Koratagere przybył do Majsuru i poprosił Gurudżiego, abym wraz z nim udał się do Koratagere i tak się stało. Zacząłem go leczyć. Po paru dniach dałem pokaz. Sri Narasingarao nic mi nie zapłacił. Gurudżi napisał, abym wracał do Majsuru. Po powrocie Gurudżi powiedział mi, że mam jechać do Puny i uczyć tam przez okres sześciu miesięcy, poczynając od września. Moje wynagrodzenie miało wynosić 60 rupii. Ponieważ byłem jedyną osobą w szkole jogi, która trochę znała angielski, to ja właśnie miałem szansę pojechać do Puny.

W tym czasie maharadża poprosił Gurudziego, by udał się w objazd po Bezwadzie i okolicach. Stan mojego konta oszczędnośćiowego wynosił 30 rupii, z czego 28 rupii musiałem wydać na moją podróż do Puny. Gurudżi poprosił jednego z moich kolegów, aby towarzyszył mu w podróży, ale on musiał sam płacić za bilety kolejowe. Kolega poprosił mnie o pożyczenie mu 15 rupii i zrobiłem to. W dniu 2 lipca 1937 roku z 13 rupiami w ręku wyruszyłem w podróż do Hubli leżącej w połowie drogi do Puny. W Punie miałem być przed końcem sierpnia. Nie miałem tylu pieniędzy, by przetrwać dwa miesiące i przerwałem moją podróż, mając nadzieję, że w Hubli zarobię trochę pieniędzy. Poprzedniego roku pracowałem w Dhawarze odległym od Hubli o 15 mil. Tym razem postanowiłem poszukać szczęścia w Hubli, Kiedyś uczyłem pewnego śri Ramaswamiego, pracownika Młynu w Bharat w Hubli, podczas jego pobytu w Majsurze. Napisałem do niego, że chciałbym pobyć w Hubli przez miesiąc. Był bardzo uprzejmy i znalazł mi miejsce w domu swego przyjaciela, gdzie spałem i jadłem. Zacząłem od uczenia pięciu czy sześciu osób, w tym i mojego gospodarza. Zostało ustalone, że oni wszyscy opłacą moje wydatki w Hubli oraz bilet kolejowy do Puny. Planowałem również pojechać do Dharwaru, aby i tam spróbować szczęścia.

Mój plan dnia był wypełniony. Codziennie o 6 rano wychodziłem z domu i maszerowałem 3 mile do stacji, skąd jechałem do Dharwaru. Bilet kolejowy na trasie Hubli-Dharwar kosztował 2 anny. Zajęcia w Dharwarze były rozczarowaniem. Poprzedniego roku uczyłem około 30 osób, a teraz miałem tylko jednego mężczyznę, którego uczyłem w zamian za poranny posiłek. Po lekcji, o 10.30 jadłem i udawałem się w drogę powrotną do Hubli, tym razem pieszo, łącznie przemierzałem na nogach 18 mil dziennie. W tym okresie dałem dwa wykłady-pokazy, jeden w Hubli, drugi w Dharwarze. W Punie miałem być najpóźniej 30 sierpnia, więc kupiono dla mnie bilet do Puny, dostałem 5 rupii na drobne wydatki i 29-go wyjechałem z Hubli. Śri Ramaswami i inni moi uczniowie odprowadzili mnie do pociągu. Rankiem 30 sierpnia 1937 roku dotarłem do Puny, miałem przy sobie 4,5 rupii jako cały mój majątek.

Wtedy oczywiście nie miałem pojęcia, że Puna stanie się moim domem na caie życie. Nie znałem miejscowego Języka marathi. Wynająłem kulisa za 4 anny, żeby zaprowadził mnie do dzielnicy Deccan Gymkhana. Rozpytywałem się o tani hotelik, gdzie mógłbym się zatrzymać. Znalazłem jeden, nazywał się Cafe Unique, gdzie dzienna stawka wraz z wyżywieniem wynosiła l rupię i 12 ann. Zapłaciłem za dwa dni z góry. Zostało mi 12 ann Następnego dnia spotkałem się z doktorem V.B. Gokhale, który zaprowadzi! mnie do Gymkhana Club, gdzie miałem pracować i poznał mnie z moimi przyszłymi uczniami. Poprosiłem doktora Gokhale, aby zapewnił wlaściciela hoteliku, że miałem pracę i rachunek uiszczę w końcu miesiąca. Opłata miała wynosić 40 rupii miesięcznie. Przychylił się do mojej prośby i mogłem pozostać w hotelu. Nie mogłem dostać żadnej zaliczki i na cały miesiąc miałem tylko 13 ann. Wszystko, co miałem to dwie pary koszul i dhoti oraz pościel. Jedno dhoti używałem jako ręcznika. Nie miałem mydła, nie miałem pieniędzy nawet na golenie. Za jednego paisa kupiłem ostrze do golenia i ogoliłem się nim bez mydła dwa razy w ciągu tego miesiąca.

Gdy zajęcia rozpoczęły się, miałem zaledwie paru uczniów. Zostało uzgodnione, że każda z wymienionych szkół za 10 rupii miesięcznie miała prawo przysłać na codzienne zajęcia lO swoich uczniów: Fergusson College, Wadia College, S.P. College, Nutan Marathi Vidjalaja, Deccan Gymkhana, Maharashtra Mandal i Szkoła Towarzystwa Edukacyjnego Stanu Maharasztra. Dawało to 3 naja paisy za każdą lekcję od ucznia. Na początku przychodziły tylko 3 osoby z Fergusson College, 2 z Wadia College, 5 z Nutan Marathi Vjdjalaja, 6 z Maharasztra Mandal i jedna z S.P. College. Nie było nikogo z STESM i z Deccan Gymkhana C!ub. Osoby z zewnątrz miały płacić jedną rupię miesięcznie. W sumie miałem lO uczniów. Prowadziłem te zajęcia przez 6 miesięcy. Uczniowie chcieli nadal uczęszczać, lecz 3 szkoły wycofały opłaty za zajęcia. Parę osób, które przychodziły na zajęcia z zewnątrz wzięły na siebie obowiązek pokrycia tych opłat i zajęcia odbywały się przez następne 6 miesięcy.

Nie było mnie stać na mieszkanie w hotelu i w drugim miesiącu przeprowadziłem się do tańszego miejsca.

W czasie świąt Ganpati dr Gokhale zorganizował dla mnie wyklady-pokazy razem z instruktorami gimnastyki z Deccan Gymkhana Club. Nie byli oni chętni do współpracy ze mną i dopiero pod koniec każdej imprezy miałem szansę pokazania swej sztuki przez około 10 minut. Mimo tego krótkiego czasu jaki miałem do dyspozycji, publiczność doceniła moje pokazy.

Prorocze sny

Pewnej nocy pod koniec 1937 roku miałem dziwny sen. Chciałem wbić gwóźdź w ścianę. Gdy uderzałem młotkiem w gwóźdź, spadły dwie głowy z karku tysiacgłowej kobry. Przestraszyłem się i odwróciłem się ku ścianie, na której zawiesiłem wizerunek Narajany. Zobaczyłem ogromnego orła - Garudę Narajany -wpatrującego się we mnie. Wpadłem w panikę i zacząłem się modlić do Pana, żeby mnie chronił, jako że po jednej stronie miałem kobrę, a po drugiej orła. I oto nagle zobaczyłem niezwykle jasne światło, 10 razy jaśniejsze niż słońce. W świetle tym zobaczyłem Pana pod postacią Adiśesza (Boski Wąż, na którego głowie oparta jest kula ziemska), Narajanę, Śri Dewi i Bhu Dewi. Upadłem im do stóp i wykonałem Satsanga Namaskar. Pan poprosił mnie, abym dokładnie przyjrzał się mojemu widzeniu. Gdy spojrzałem na Adisesza, zobaczyłem, że brakuje mu dwóch głów. Obudziłem się wielce poruszony moim snem. Nie wiedziałem, co ten sen miał znaczyć. Pomyślałem, że być może, muszę się jeszcze urodzić więcej razy, zanim odnajdę Boga.

Pewnej nocy w 1938 roku śniło mi się, ze wraz z Gurudżim odwiedziłem Trivandrum, aby spotkać się ze swamim Ananta. Padmanabhą. Obaj poszliśmy do świątyni, gdzie po środku na ziemi znajdował się olbrzymi posąg Pana. Świątynia miała troje drzwi: jedne na wprost głowy, drugie - blisko tułowia, trzecie - blisko stóp. Podszedłem do drzwi blisko głowy, a następnie ku drzwiom środkowym. Przy trzecich drzwiach spojrzałem się na posąg po raz ostatni, ponieważ musiałem opuścić to miejsce.

W czasie gdy się modliłem, z twarzy posągu wydobył się ogień i zbliżał się ku mnie. Modliłem się o wybaczenie wszystkich moich grzechów. Im goręcej się modliłem, tym bardziej płomienie zbliżały się ku mnie. Czułem, że będę musiał opuścić moje ciało. Zwróciłem się do Gurudżiego, bv mi wybaczył i pobłogosławił. Gdy tylko zrobiłem to, płomienie powoli zmniejszały się i zniknęły. Ten sen wzmocnił moją wiarę w Gurudziego.

W sierpniu 1938 roku dr Gokhale ponownie zaaranżował dla mnie wykłady-pokazy przeznaczone dla szkół i collegów. Wszystkim się one podobały, a dzięki postępom, jakie zrobili moi uczniowie, instytucje z których pochodzili, wniosły opłaty na następny rok. Gurudżi przyjechał do Puny, żeby zobaczyć jak daję sobie radę z zajęciami. Ponieważ, moi uczniowie zrobili znaczne postępy, został zorganizowany egzamin, po którym otrzymali dyplomy wydane przez szkołę w Majsurze. Korzystając z obecności w Punie Gurudżiego, zorganizowałem wykłady i pokazy, którym przewodniczyli śri G.V. Mavlankar, przewodniczący Zgromadzenia Ustawodawczego w Bombaju oraz śrimati Sarodzini Naidu, która później została gubernatorem stanu Uttar Pradesz. Te pokazy wzbudziły ogromny entuzjazm w moich uczniach. Władze collegu S.P. ponownie wyraziły chęć zapisania swoich studentów na zajęcia i wniesienia opłat pod warunkiem, że zajęcia będą odbywać się na terenie collegu. W tych zajęciach wzięło udział 60-70 studentów. Także władze szkoły Towarzystwa Edukacyjnego dla dziewcząt wyraziły ochotę na ponowne prowadzenie zajęć. Nowa klasa dla kobiet i dziewcząt została również otwarta w Deccan Gymkhana Club.

Moi uczniowie wpadli na pomysł zorganizowania imprezy jogicznej i paru studentów zwróciło się do przewodniczącego rady miejskiej śri P.K. Atre'go, aby był Jej gospodarzem. Poruszony ich młodzieńczym entuzjazmem zgodził się. Docenił nasze zaangażowanie i wysiłek i zasugerował władzom szkoły Gandhi Training School, która podlegała radzie miejskiej, aby również Ich uczniowie uczyli się jogi. Wiele pojedynczych osób prosiło mnie, abym uczył ich w ich domach.

Byłem wtedy jeszcze bardzo młody i to zainteresowanie wykazywane przez wielu ludzi, pobudzało mnie do działania i ogromnego wysiłku. Jednak wysiłek fizyczny bvl nie do zniesienia. Zasugerowałem doktorowi Gokhale, żeby osoby, które chciały mieć prywatne lekcje u siebie w domu, przychodziły do Gymkhana Club, ale on nie zgodził się na to. Dla władz klubu stało się to prawie propozycją handlową. Traktowano mnie jak domowego służącego, i nikt nie troszczył się o mnie, ani o moje zdrowie.

Pewnego razu przyszli oglądać moje zajęcia władcy stanu Deccan w tym śn Bhavan-rao Pant, król Saheb z Aundhy, twórca Surya namaskar. Moi uczniowie i ja daliśmy dobry pokaz. W uznaniu władcy podarowali mi portfel. Prezenty zostały zabrane i powiedziano mi, że póki pracuję dla Deccan Gymkhana, nie wolno mi przyjmować żadnych prezentów. To, co szczodre ręce dały, to chciwe zabrały. Wszyscy, którzy oglądali moje zajęcia, wyrażali słowa uznania.

Liczba moich uczniów wzrosła do 200. Moje zajęcia dostały gwarancję odbywania się przez następny rok. Pozostały personel zajęć fizycznych w Deccan Gymkhana Club zazdrościł mojego sukcesu Pewnej nocv włamali się do pawilonu, w którym przechowywane były pomoce do ćwiczeń - maty, chodniczki, liny - i spalili je. Sprawców nie wykryto. Moje zajęcia nie zostały jednak przerwane, ponieważ dzięki mojej ciężkiej pracy miałem odłożoną pewną sumę i zostały zakupione nowe maty i chodniczki i zajęcia odbywały się jak zwykle.

Deccan Gymkhana Club był pierwszym, który wprowadził zajęcia liryczne z tradycji indyjskiej i dzięki temu dostał wysoki grant od rządu w Bombaju. Przypominam sobie, że w [944 lub 45 roku przewodniczący Zarządu Edukacji Fizycznej Okręgu Bombajskiego swami Kuvallajanadidżi odwiedził Deecan Gymkhana, Poproszono mnie, abym dał pokaz - wykład, mimo że w tamtym okresie nie byłem związany z tą szkołą. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że dzięki temu mojemu pokazowi i wykładowi Deccan Gymkhana dostał grant od rządu również na tamten rok.

Niektórzy moi uczniowie i Ja sam wzięliśmy udział w Ogólnomaharasztrańskiej Konferencji Wychowania Fizycznego odbywającej się w Bombaju, Satarze i Miradzu i wszędzie daliśmy pokazy. Dr Gokhale zabrał nas również do Hubli na Bombajską Konfercncję Medyczną i tam też wystepowaliśmy Następnie udaliśmy się do Jog Falls i Bangalore. Dr Gokhale ponosił koszty tych wyjazdów.

Pamiętam, że w 1938 roku moi uczniowie wzięli mnie do świątyni w pobliżu Siwadżi Nagar na spotkanie z Phadke Maharadżą. Spojrzał na mnie i powiedział, że mimo mojej paroletniej praktyki jogi przez. jakiś czas, brak mi praktyki duchowej. Dodał też, że gdybym przeszedł odpowiedni trening, tu to zwróciłbym się ku duchowości. Później Phadke poszedł ze mną do mojego pokoju, gdzie pokazałem mu zdjęcie Gurudżiego, na które patrzył się przez dłuższy czas. Wtedy nie znałem jeszcze dobrze marathi. Phadke Maharadż poprosił o ołówek i papier i pisał coś o Gurudżim. Powiedział, że Gurudżi był wielkim człowiekiem i nigdy nie powinienem zapomnieć go lub zaniedbać Gdyby tak się stało, byłbym przeklęty. Powiedział jeszcze, że mogę wszystko sam dostać od Gurudżiego, ponieważ bardzo mnie lubi.

W 1939 roku Gurudżi poprosił mnie, żebym wziął udział w Konferencji Ajurwedyczncj w Gudiwadzie w stanie Andhra Pradesz. Spotkaliśmy tam śri V. V. Giri'ego, późniejszego czwartego prezydenta Indii, oraz doktora Lakszmipatiego, ówczesnego Ministra Zdrowia z Madrasu. Pokaz zrobił na nich duże wrażenie. Po odwiedzinach w Bangalore powróciłem do Puny.

W lutym 1940 roku studenci w Punie ponownie urządzili spotkanie jogiczne, któremu przewodniczył śri S.M. Dżośi (przywódca socjalistów), i w trakcie którego rozdano dyplomy.

We wrześniu 1939 roku dr Gokhale uzyskał pozwolenie od maharadży Majsuru na nakręcenie filmu o asanach jogicznych w moim wykonaniu długości około 60min. Z pomocą pewnego śri Sardara Punde'ego dr Gokhale zaczął kręcić moje asany w pobliżu Instytutu Bhandarkara w Punie. Podczas obecności w Punie Gurudżiego w lipcu 1940 roku zaaranżowałem pokaz przed Jego Ekscelencją Sir Rogerem Lumley'em, ówczesnym gubernatorem Bombaju. Gubernator zaprosił wielu gości. którym pokaz bardzo się podobał. Korzystając z obecności Gurudżiego chciałem aby pojawił się on również w filmie kręconym przez doktora Gokhale, który miał także sfilmować niektórych moich uczniów. Film miał być czarno-biały. Niestety doszło między nami do nieporozumień i film nie został ukończony.

Wtedy Gurudżi poprosił, abym towarzyszył mu w jego parodniowej podróży do Bombaju. W Bombaju wziąłem udział w pokazie w Convocation Hali Uniwersytetu Rombajskiego, któremu przewodniczył sir Rustom Masani, ówczesny zastępca rektora. Był jeszcze jeden pokaz w Kawasdżi Dżihangir Hall, któremu przewodniczyła śrimati Sarodżini Naidu. Wtedy właśnie zmarł maharadża Mąjsuru i Gurudżi odwołał resztę pokazów i wrócił do Mąjsuru.

Tłumaczenie z angielskiego - Ewa Suskiewicz

tekst opublikowany dzięki uprzejmości Dolnośląskiej Szkoły Jogi

webmaster