Aktualności

Pożegnanie Sławomira Bubicza
07 listopada 2021
Pożegnanie Sławomira Bubicza

Pionier jogi Iyengara w Polsce, tłumacz i wydawca książek B.K.S Iyengara, w tym "Światła jogi" i "Jogi doskonałej dla kobiet" Gity Iyengara. Sławomir Bubicz odszedł 4 listopada br. Był pierwszym, polskim dyplomowanym nauczycielem jogi Iyengara. Certyfikat przyznał mu bezpośrednio sam Guruji w 1987 roku, a jogi w Polsce nauczał już od 1984 roku. Wcześniej uczestniczył w eksperymentalnych działaniach parateatralnych Jerzego Grotowskiego, 8 lat wędrował po Indiach, gdzie pobierał nauki m.in. od Swamiego Muktanandy, Nisargadatty Maharaja i S.N. Goenki. Jednak największy wpływ miało na niego poznanie B.K.S Iyengara i praktyka w Instytucie w Punie. Blisko 40 lat popularyzował jogę i uczył w wielu miejscach w Polsce. To on zbudował dla nas podstawy jogi Iyengara.

Dla wielu z nas był ważnym nauczycielem i inspiratorem. Wszyscy pozostajemy pełni wdzięczności dla Sławomira Bubicza za pracą na rzecz jogi Iyengara w naszym kraju.

Ewa Szymoniak napisała:

"Dusza Sławka jest wolna. Teraz swobodnie może przemieścić się do ukochanych Indii. Rozmawiałam w sprawie pudży u stop świętej góry Arunachala w Tiruvannamalai. Odbędzie się msza w Tiru. Są tam rozsypane prochy Jerzego Grotowskiego. Dla Sławka był ważną postacią. Kochał teatr, lubił także kreacje stworzone przez Felliniego. Byliśmy w Tiru dwa razy. W święto Diwali zrobiliśmy oczyszczającą karmę pielgrzymkę. Było to nocą i trwało14 kilometrów. Szliśmy przeważnie boso, wraz z innymi pielgrzymami z Polski oraz z różnych stron świata. Jestem głęboko smutna... .Slawek kochał wolność, wspaniałą panią Marię Bubicz (mamę), także swoją babcię, .., Indie, Gurujiego B.K.S.Iyengara, Tamil Nadu, Wandę Dynowską,..., pomarańcze, winogrona, papaję, muzykę a szczególnie Dylana.... W głębi serca najczystrzy przekaz jogi, choć czasem nie potrafił tego wyrazić w zrozumiały dla innych sposób. Byliśmy u Patandżalego dwukrotnie, gdzie jest jego żywe miejsce spoczynku w Indiach. Oznacza to, że Jogini byli i są. Cały czas, od wieków podtrzymywany jest ogień jako znak trwałości żywego przekazu jogi. Sław odszedł w święto Diwali, które oznacza przejście od ciemności do światła. Wierzę, że w głębi serca lubił wszystkich Joginów, których spotkał na swej drodze rozwoju. Przetłumaczył Światło jogi, Pranayamę, Drzewo jogi, Joga doskonała dla kobiet, kochane książki...... Nauczyciel, przewodnik, tłumacz, propagator roślinnych pokarmów, ... wspaniały, barwny, szorstki, odważny, przełamujący fale, ..pełen burzliwych emocji, oraz radości i żaru duszy...

Wspomnienie: Arunachala Tiru Indie 2010. Po odbytym kursie jogi u mistrza B.K.S.Iyengara udałam się samotnie samolotem z Puny do Bangalore. Jechałam odpowiadając na zaproszenienie Sławka Bubicza. Z lotniska taksówką dotarlam na lokalny dworzec i następnie tanim, publicznym autobusem w kierunku Pondicherry. Atmosfera podróży była urocza. Przez otwarte okna wpadał kurz i czasem gałęzie palm ocierały się o boki pojazdu, gdy jechaliśmy bocznymi drogami. Siedziałam na końcu wraz z rodziną hinduską. Obok mnie małe, piękne dzieci i ich młodzi rodzice. Autobus robił postoje, gdzie wypijalam odżywczą indyjską herbatę dla wzmocnienia. Było bardzo gorąco w Tamil Nadu, zaczynała się w Polsce jesień. Sławek dzwonił i pytał jak mija podróż. Połączenia często zrywało i nie byłam pewna czy zdołam wysiąść w odpowiednim miejscu na rozwidleniu dróg. Ziemia w Tamil Nadu jest ruda. Kiedy byłam dzieckiem rysując palmy słyszalam: nie ma takich drzew i czerwonego, ceglastego piachu. Otóż są. Dotarłam na miejsce, autobus zatrzymałam w odpowiednim punkcie drogi w pobliżu Tiruwannamalai. Sławek czekał z rikszą. Dzięki tej podróży poznałam miejsce pobytu Ramana Maharisziego. Każdego dnia w aszramie odbywalo się karmienie ubogich. Miejsce jest przepełnione duchowością i magią śladów sadhu. Nad Tiru widnieje święta Arunachala, góra płonacego ognia, siedziba Sziwy. W Diwali rozpalane jest ogromne ognisko, aby uczcić przejście od ciemności do światła. Sławomir Bubicz wielokrotnie odwiedzał to miejsce. Odbywał pielgrzymki, wspierał tamtejszą społeczność, chodził do ogromnej, wspaniałej świątyni obserwować rytuały i uczestniczyć w nich. Był badaczem, praktykiem, przewodnikiem, joginem. Z aszramu można wytyczonym szlakiem wejść na wzniesienie, gdzie roztacza się widok na stożkowate, świątynne obiekty sakralne. Po drodze do góry zatrzymywaliśmy się siadając do medytacji. Mijaliśmy samotnie, gdzie przebywali w przeszłości święci i są tam ich pamiątki. Potem zrobiliśmy wyprawę z jogą w święto Diwali na cześć oczyszczenia. Udało się wielu obejść na własnych nogach górę. Podczas tej wyprawy jedna osoba z naszej grupy musiała rozdać kilogramy ryżu biednym sadhu. Pomagaliśmy w tym."

Sławomira Bubicza wspomina Jerzy Jagucki:

"Teraz warto widziec odejście Sławka Bubicza bardzo symbolicznie, bo tak naprawdę NIC NIE UMIERA, a gdy stawiamy sobie pytanie KIM JESTEM, to wobec rzeczywistej śmierci spytajmy KTO UMIERA?

Więc widzę Sławka jako ŚWIATŁO, którym zawsze był, jako kontynuującą się ENERGIĘ, którą zawsze był, MĄDROŚĆ, którą zawsze był. Był też niewątpliwie Pionierem w jodze Iyengara, dzielącym się od 1984 roku swoim doświadczeniem, zapałem, oddaniem i kontynuował TO do swoich ostatnich dni. Czuję ogromną WDZIĘCZNOŚĆ za to ŚWIATŁO JOGI, które zasiał w moim sercu i setkach czy nawet tysiącach naszych Serc.

Już trzy lata (1981-1984) uczę jogi w otwartym w Szczecinie Ośrodku Regeneracji Ciszą, w jedynej wtedy legalnej metodzie Ćwiczeń Relaksowo- Koncentrujących opartych na Jodze p. Tadeusza Paska, gdy dowiaduję się, że młody psycholog z Lublina wróci lada chwila po długim pobycie i kształceniu się w Instytucie Iyengara do Polski. Jest 1984 rok (miesiąca nie pamietam), telefon od znajomego: Sławek wrócił, więc moj telefon do Sławka, który poświeca mi najbliższy weekend na wprowadzenie do jogi wg Iyengara. Dotnąłem dziesiątek różnorodnych asan, o których istnieniu nie wiedzialem i byłem dumny, że dałem radę i zszokowany, że dałem radę, rewelacyjnie sie poczułem. Ale jak tu pokonywać dystans Szczecin - Lublin, by dojrzewać i wzrastać? Ale ZIARNO zostało zasiane. Rok później goszczę Sławka na zorganizowanym w Przesiece dla moich 35 uczniow 2-tygodniowym warsztacie.

W kolejnym roku Sławek zaprasza Gabrielle Giubilaro z Florencji, z którą poczułem bliższą i głębszą niż ze Sławkiem relację Nauczyciel - Uczeń. Od 1986 do 1995 roku zapraszałem Gabrielle do Polski organizujac warsztaty i dojrzewając jako nauczyciel.

A ze Sławkiem spotkaliśmy się jeszcze kilkakrotnie. Jedno ze spotkań miało miejsce na Konwencji Jogi Iyengara w 1993 roku dla 1100 osób w Londynie, gdzie jako ekipa z Polski skladaliśmy Guruji Iyengarowi życzenia z okazji zbliżających się 75 urodzin. Przykro było uslyszeć odmowę Sławka na propozycję zostania Honorowym Członkiem nowopowstałego w 2003 roku  Stowarzyszenia Jogi Iyengara w Polsce. Sławek niestety nie dołączył do nas nigdy. Ale zostawił cudownie przetłumaczone i wydane książki Iyengara, począwszy od Światła Jogi. Mimo, że mam wszystkie oryginały, to tłumaczenia Sławka bardziej trafiały do mojego umyslu.

Sławku wiem, że Twoje Dzieło, które wniosłeś swoim oddaniem Jodze, będzie się kontynuowało. Tak naprawdę skoro wszystko będąc ZMIANĄ I KONTYNUUJE SIĘ BEZ POCZĄTKU, BEZ KOŃCA, to ślady, którym nadałeś kierunek, też będą się kontynuować.

A to, że nie masz od kilku dni Ciała, nie oznacza, że coś umarło. Widzę Cię Świetlistego na ŚWIETLISTEJ DRODZE, więc pięknej PODRÓŻY".