Wychodząc od ciała - bezpośredniej, fizycznej przestrzeni przeżywania, w drugim etapie Projektu Relacyjnego przenieśliśmy uwagę na przestrzeń relacji - praktykującego z nauczycielem, z przekazem tradycji i z własnymi wyobrażeniami na temat autorytetu. Na relację własnego przeżywania z przestrzenią przeżywania innych i na relacyjne środowisko, w którym się uczymy i które współtworzymy.
Praktyka nie jest wyizolowanym z kontekstu procesem. Praktykujemy w rzeczywistości, której społeczne wzory i kulturowe wyobrażenia chcąc, nie chcąc ucieleśniamy. Więc także kontekstowi czasów i wzorcom edukacji w Polsce przyglądaliśmy się w tej części bliżej, pytając: na ile wspieramy siebie w poznaniu rozróżniającym między tym, co się dzieje, a tym, co pamiętamy; czego w związku z pamięcią swoich doświadczeń oczekujemy od innych; jak i na ile swoje potrzeby komunikujemy… i w końcu, jak rozróżniająca świadomość może mnie i Ciebie wspierać w jodze?
Practice with love, live in it, labour in it and laugh at your failures...
Jedno z ostatnich przesłań BKS Iyengara zainspirowało relacyjny kierunek naszych poszukiwań w jodze, która dziś - w zmienionej rzeczywistości kulturowej i społecznej - domaga się aktualizacji kierunków i form zaangażowań, oraz pogłębienia świadomości siebie w przestrzeni współdziałań.
Aby nas rzeczywiście spełniała, potrzebuje z jednej strony pogłebiania czucia, z drugiej energii do stabilnego budowania się w świecie, nie oddzielając innych od czującego siebie. Uczenia się jogi - połączenia z tym, co wzbudza lęk, niechęć, opór,
przez poznawania tendencji poruszeń osobowej świadomości do oddzielania się w miejsce miłości.
Żyjąc, nie unikniemy przeżywania, ani powodowania bólu. Mamy jednak wpływ na to, czy podjęte w jego następstwie działanie będzie odsłaniać czy zasłaniać możliwości sprzyjających życiu przetworzeń - powiększać bolesność, czy pomniejszać je na przyszłość. (Light on the Yogasutras of Patanjali II.34)
To, co niejawne, niepoddane oglądowi, chowane wynikiem lęku, będzie się w ciele maskować i odkładać ciężarem oddzielających uczuć, racjonalizowaniem zaniechań, problematyzowaniem w miejsce działania na rzecz rozwiązań, wahaniem, niewiarą, niepokojem, w następstwie których energia przemiany zamiast płynąć, będzie blokowana, pisał Iyengar.
Przeciwdziałem jest w jodze kształceniem świadomości refleksyjnej, czerpiącej z vairagyi. Przyglądanie się przyczynom i konsekwencjom zjawisk bez ich wartościowania. Do takiego działania zapraszamy odbiorców w ramach wydarzeń Projektu Relacyjnego.
(…) jedyną drogą do przemiany negatywnych poruszeń są myśli i działania wobec nich przeciwne. Nie należy zniechęcać się okazjonalnym i nieuchronnym pojawianiem się tego, co trudne, niewygodne i bolesne, lecz świadomie czucie przetwarzać.
(Light on the Yogasutras of Patanjali II.33)
Stąd edukacja w jodze szerzej przez nas rozumiana. Jako droga do propagowania spuścizny BKS Iyengara odpowiadająca społecznościowym potrzebom - otwartości, oparciu w sobie nawzajem i twórczemu zaangażowaniu - powiększającym sukha.
Stąd pytania: jak dzielić się jogą? jak jej doświadczenie komunikować jako nauczyciele, jako wspólnota? Jakimi środkami pogłębiać zrozumienie i ożywiać pasję? Jak prowadzić kolejne pokolenia w dobie, w której zewnętrzny autorytet nie jest już jednoznacznym punktem odniesienia? Gdzie się zwracać po rozstrzygnięcie etycznych i relacyjnych napięć?
Kontynuowanie na ścieżce uzmysławia wagę osobistego dojrzewania - budowania oparcia w wiedzy i doświadczeniu, które zostały zgromadzone w praktyce, oraz gotowości do wspierania innych bez uciekania we władzę, zależność czy wycofanie. Uwewnętrznienia odpowiedzialności - stawania na własnych nogach i zdolności do mierzenia się z wyzwaniami dorosłości.
W pierwszej części projektu rzuciliśmy światło na fizjologiczne aspekty przeżywania: na cielesność lęku i sprzężenie różnych strategii radzenia sobie z przeżywaniem, jak i przeżywaniem zagrożenia w związku z kondycją naszej świadomości. Na związek z tym, co dzieje się w naszych trzewiach, a tym na ile jesteśmy poznawczo otwarci i zdolni wchodzić w relacje z innymi.
W tej części zajęliśmy się sercem relacji w jodze. Tym przez jakie filtry postrzegamy i słuchamy siebie nawzajem, co jest nam łatwiej przyjąć, a przed widzeniem czego się wzbraniamy. Zapraszając do rozmowy i refleksji o tym, co nas porusza w przeżywaniu tu i teraz jako praktykujący jogę współcześnie w Polsce Natalię de Barbaro - praktykującą jogę autorkę, socjolożkę i psycholożkę wspierającą procesy twórczej przemiany i kształcenia kulturowego wpływu, oraz Agatę Świerzowską - praktykującą jogę naukowczynię, tłumaczkę, badaczkę indyjskiej tradycji i jej duchowych praktyk.
Rozmowa toczyła się wokół realnych sytuacji znanych nam z sali, wielokrotnie wracając do rozumienia praktyki jogi jako przestrzeni, w której odbija się codzienne życie - z jego napięciami i emocjonalną złożonością. Praktyki jako mikroświata, w którym można obserwować własne reakcje i mechanizmy radzenia sobie z trudnościami.
Dla mnie joga jest taką nieustanną (…) próbą upraszczania tej rzeczywistości, trochę takiego centrowania, trochę koncentrowania i zatrzymywania. (…) To lustro, w którym ja mogłabym zobaczyć siebie zatrzymaną chociaż na chwilę. - mówi Agata.
W tym lustrze oglądamy własne niedoskonałości i ograniczenia, niełatwo spotykające się z presją utrzymania wizerunku sprawczości, kompetencji czy kontroli - zarówno fizycznej, jak i psychicznej.
Na macie jestem jeszcze wyraźniej dla siebie tylko człowiekiem (…) Mam takie doświadczenie z maty, że jestem całkiem taka ogołocona z takiej własnej cywilizacji, którą siebie obudowałam - dzieliła się Natalia.
Cierpię na perfekcjonizm - przyznała się Agata - z którym od lat walczę. I to jest takie błędne koło - bo oczekuję od siebie, że nie będę na macie oczekiwała perfekcji.
Nieoczywistym, a rozpoznawalnym przez uczących wątkiem, było wskazanie na ulgę czy wręcz przyjemność oddania sprawczości w ręce nauczyciela przez ucznia. Obie rozmówczynie mówiły o tym w kontekście życia zawodowego, w którym na co dzień ponoszą dużą odpowiedzialność, lecz także jak o satysfakcjonującej możliwości płynącej z zaufania.
Natalia zwróciła uwagę na to, co otrzymuje przez świadome wejście w strukturę hierarchiczną: Zajęcia jogi są sytuacją, w którą wchodzę ze zgodą na jej pewną hierarchiczność. (…) To bycie prowadzoną jest dla mnie niezwykle cenne, bo w mojej pracy mam bardzo dużo wpływu. (…) Wydaje mi się, że byłoby bardzo niebezpieczne, gdybym nie miała tej przeciwwagi. Bo by mi groziło uwierzenie, że jestem jakąś szczególną osobą.
Agata opisała to doświadczenie jako moment odpoczynku od decyzyjności: (…) oddaję całą swoją sprawczość i cieszę się z tego, że ktoś podejmuje za mnie decyzje.
Nauczyciel jest taką metaforą losu - dzieliła się swoją refleksją Natalia. Ja nie decyduję, tak jak w życiu nie decyduję, co się wydarzy jutro.
Rozmawiałyśmy o transformacji figury guru oraz zmianie sposobu myślenia o autorytecie w jodze. Dzisiaj, mówiąc o kimś, że jest dla mnie 'guru', mam raczej na myśli takiego nauczyciela 'plus plus' - mówiła Agata.
Natalia podkreślała, że autorytetu nie da się zadekretować, ani oprzeć wyłącznie na funkcji: (…) nie da się ogłosić 'jestem guru'. To trzeba budować autentycznością, głębokością, udostępnianiem i nie uchylaniem się od swojego człowieczeństwa.
Doszłyśmy w rozmowie do wniosku, że tym, co charakteryzuje nauczyciela budzącego zaufanie i służącego nam za autorytet, jest uczciwość wobec siebie i innych. Integralność. Oczekuję od nauczyciela - powiedziała Natalia - że będzie naprawdę nad sobą pracował, a nie używał mnie do tego, żeby poczuć się lepiej ze sobą.
Żywotność w przekazie i pułapki zamykania tradycji w schematach także wybrzmiały w rozmowie. Agata wniosła pogłębioną refleksję nad oryginalnym znaczeniem znaczenia guru i jego roli "rozświetlania mroku w umyśle praktykującego", jak i napięciami, jakie rodzą się w procesie przekładania tego modelu na współczesne realia.
Guru uczy tego, co sam wypraktykował, czy tej ścieżki, po której sam przeszedł. On dostał jakieś wskazówki od swojego mistrza, on je wykorzystał, ale to, co zbudował na podstawie tych wskazówek, to jest jego doświadczenie. (…) Za każdym razem ten przekaz będzie trochę inny. I teraz pytanie jest takie - czy to, czego uczy, nie wiem czwarty, albo piąty uczeń jak policzymy od tego pierwszego guru, to jest już tradycyjne i klasyczne, czy już nie jest?
Natalia odniosła tę refleksję do własnego doświadczenia: Wierność to może być - odnajdywać wolność własnego głosu zbudowaną także na nauce od mistrzów. Przecież wierność, to nie jest powielać. (…) Mam prawo do "teraz moje", "mój głos", bez odcięcia.
Agata dodała ostrzeżenie: (…) słowo "tradycja" jest takim słowem-zaklęciem. Mamy takie poczucie, że jeżeli praktykujemy jogę tradycyjną, to jest "ta dobra, właściwa joga". A to czy będzie w porządku, czy nie, zależy ode mnie
i od ciebie jako nauczyciela.
Natalia zwróciła uwagę na napięcie między presją zasięgów a głębią praktyki: Widzę, że jest coraz więcej jogi, ale wydaje mi się, że coraz częściej mam takie poczucie, że jest coraz [mniej głębokości] (…) mam poczucie, że coś jest wykorzenione (…) jakby jestem w ładnym domu, ale ten dom nie ma fundamentów.
Opowiedziała o rozmowie z nauczycielką, która chciała cały dzień jakoś pogłębiać swoją praktykę, uczyć się, czytać, a skończyło się na tym, że wzieła udział w webinarze "Jak budować swojego avatara i jak robić dobre zdjęcie profilowe". W poczuciu, że musi to robić ponieważ
"inaczej ludzie nie przyjdą".
Rozmowa dotknęła kulturowych uwarunkowań relacji nauczyciel-uczeń w Polsce.
Polska jest krajem, który ma wysoki dystans władzy - wyjaśniała Natalia. Oznacza to, że osoba, która wchodzi na salę, a nie jest nauczycielem, przyjmuje tego komunikacyjne implikacje (…) jest tym, który słucha poleceń, a nie tym, który zadaje pytania. Dodała konkretny przykład: Bardzo często "dla chętnych" jest słyszane także jako polecenie. Że ludzie sugestie słyszą jako polecenia.
Agata wskazała na presję po stronie nauczyciela: Nauczyciel musi być "bardziej". To znaczy musi umieć lepiej i nie może być tak, że ma słabszy dzień, albo nie wie, albo że nie jest w stanie zrobić jakiejś asany. On nie może sobie na to pozwolić, bo wtedy jego autorytet (…) od razu spada na łeb na szyję.
W kontekście przekraczania granic i zachowań przemocowych Natalia wskazała na fundamentalny mechanizm: Widzę wielki związek między tym ile kto ma zgody na siebie wewnętrznie, a ile ma zgody na innych. (…) Bardzo często ta niezgoda na innych jest projekcją niezgody na siebie (…) Poprzez akty budowania zgody na siebie, czyli też obecności w swoim ciele, czyli w swoim życiu (…) Ja buduję zgodę na innych.
Zauważa, że: Jak jestem wypoczęta, to mi się ludzie wydają super fajni, a jak jestem zmęczona to mnie denerwują i w tej drugiej sytuacji potencjalnie dużo bardziej mogę krzywdzić. Oczywiście najpierw siebie, a potem projekcyjnie innych.
Pojawiły się między nami postrzeżenia dotyczące konkretnych zachowań podczas zajęć i sytuacji ujawniających trudności z komunikowaniem intencji, nieświadomie perpetuujących symboliczną przemoc i podrywających poczucie bezpieczeństwa.
Natalia podała przykład pomocnego zachowania jednego z nauczycieli: Podchodził do każdego ucznia, kucał przy nim bez słowa, tak jakby w takim akcie otwarcia się, żeby ten uczeń mógł powiedzieć cokolwiek. "Strasznie jestem śpiąca", albo "Boli mnie", albo "Nie chce mi się", albo "Mam super power".
Zwróciła też uwagę na granicę między informacją zwrotną, a nadużyciem przewagi wynikającej z pozycji nauczyciela: To jest sytuacja publiczna i intymna jednocześnie. (…) Jest drobna różnica między feedbackiem, który jest potrzebny, a jednak takim momentem, kiedy ktoś używa swojej pozycji.
Agata podkreśliła znaczenie wsparcia, jakie nauczyciel jest winien uczniowi niezależnie od jego możliwości: Danie poczucia bezpieczeństwa uczniowi, że niezależnie od tego, czy sobie radzę, to masz moje wsparcie. I pokieruję cię pomimo, czy w twoich trudnościach.
Niejawne, trudne do uchwycenia zależności w jakie się nieopatrznie wikłamy, wchodzą w paradę nawet najszczerszym intencjom - dzielenia się wiedzą
w serdecznej wierze dzielenia się dobrem po stronie nauczyciela, jak i szczerym pragnieniem otwartości na poszerzanie i pogłębianie wiedzy o sobie po stronie ucznia. Po obu stronach ulegamy nieświadomym mechanizmom przeniesieniowym, kulturowym nawykom, zautomatyzowanym kalkom języka, czy wręcz brakowi doświadczenia,
a co za tym idzie umiejętności komunikowania własnych granic i potrzeb. Brak kształcenia języka rozmowy o różnicach rozumienia, przy jednoczesnym braku uwagi na wspólne potrzeby i cele, sprzyja polaryzacji: zamykaniu się we własnych przekonaniach, wzajemnemu unieważnianiu doświadczeń i trudności do pozostania w dialogu.
Stąd z tła naszej rozmowy z Natalią i Agatą przesiąkała refleksja o szerszym rozumieniu roli i odpowiedzialności nauczyciela jogi. Padły pytania o to: jak uczyć, nie wzmacniając zależności? Jak przekazywać wiedzę, pozostając w relacji partnerskiej, a jednocześnie nie rezygnując ze struktury w przekazie? Jak przyjmować projekcje i oczekiwania uczniów, nie odpowiadając na nie ani dominacją, ani wycofaniem?
Nie da się uczyć jogi bez wchodzenia w relację - pytanie brzmi, czy jesteśmy gotowi ją widzieć i brać za nią odpowiedzialność? (Z ankiety po projekcie)
Rozmowa z Natalią i Agatą odsłoniła obszary napięć, które potrzebują refleksji i pracy w przestrzeni: między lojalnością/oddaniem, a autonomią; między potrzebą oparcia/wsparcia, a samodzielnością; między honorowaniem przekazu a odpowiedzialnością za jego aktualizację.
Yog is diagnostic, not fixed - mówi Prashant Iyengar. Wewnętrzne stany ulegają nieustającym zmianom, toteż metoda ich rozbudzania i nasłuchu będzie się zmieniać. Zamiast powtarzać kształty, uczmy się nastawiać, układać i koordynować czucie obrazu z dostępnych uwadze kawałków - i jak w obrotowym kalejdoskopie, każdy ruch ujawniać będzie nowe harmonie.
Pause. Sense. Adjust. Integrate.
Odchodząc od robienia jogi na rzecz bycia kształconym w jodze. Ujawniając jakie przeciwstawności są dla wyciszania dynamiki świadomości w danej chwili wyzwaniem? Co to między nimi za poruszenie?
Zaczynam od pozycji odwróconej, występując w roli prowadzącej dla osób, które są zazwyczaj prowadzące w stosunku do mnie (…) Mam nadzieję, że to zawieszenie hierarchii przyniesie korzyści podobne praktyce pozycji odwróconym.
Tak Natalia rozpoczęła spotkanie z nami online. Od uznania nieoczywistości swojej roli.
Jednym z kawałków, które w sobie obserwuję, jest zależność od nauczycieli, więc naprawdę Wam dziękuję, że to zrobiliście - tadāsanę wedle podanych przez Natalię instrukcji.
Osią tego webinaru była dojrzałość w jodze. Niezwiązana ani ze stażem praktyki, ani z pozycją w strukturze, lecz ze sposobem bycia w relacji - z ciałem, z innymi i z rzeczywistością. Natalia zaproponowała metaforę T_A_D_Asany, jako obrazu dojrzałego funkcjonowania w szeroko rozumianej praktyce życiowej. Dojrzałego naprawdę. W sposobie, o który wcale nie jest w życiu łatwo i który zbyt często zamiast działać, opiera się na sloganach.
W jodze tymczasem wszelka niedojrzałość się odsłania. Nic się nie ukryje. Ta prawda stawia przed zadaniem wyciszania odruchów zachowań, przy jednoczesnym kształceniu świadomości do poznania powodujących nami poruszeń.
Mam też takie poczucie (...) że wszyscy jesteśmy mocni w gębie. To znaczy nie wszyscy, ale wielu z nas jest mocnych w gębie. Łatwo jest rzeczy ująć w słowa tak, żeby dobrze brzmiały…. jednak tak naprawdę "jesteśmy tak dobrzy, jak nasz ostatni mecz", mówi Natalia sięgając po język sportowy.
Można mówić o dojrzałości, ale pokaż to, znaczy stań naprzeciwko wściekłego nastolatka, który ci krzyczy, że jesteś najgorszą mamą na świecie. Naprzeciwko kogoś, kto jest słabszy i czyim kosztem możesz się pobawić tak, żeby nikt nie widział. Stań naprzeciwko swojego własnego "shit’u". W ogóle cała joga jest dla mnie o takim Ja na macie. O tym, że Ja się na macie przed sobą nie schowam.
Jak stopy w pozycji i związane z ich pracą pytanie "skąd jestem? co mnie stworzyło? co się składa na moje doświadczenie?" i zaproszenie do pozytywnego ujęcia wątków swojej osobistej biografii. Myśląc o tradycji mniej w kategoriach fundamentów i oparcia, a bardziej zasobów do przekształcania perspektywy przeżywania przeszłości w swoim ciele.
(…) z perspektywy psychologicznej, to o poczuciu, że Ja jestem skądś. Widzę (...) że ludzie bardzo się zmagają z pytaniem o tradycję. Odpowiedź na to pytanie "skąd jestem", jest często odpowiedzią rozdartą. (...) Bo tam jest dużo ran. Więc jak mam się o to oprzeć. Jak można się opierać o rany? Ból podróżuje przez pokolenia, aż znajdzie się ktoś wystarczająco odważny, żeby go poczuć.
Dzięląc się własnymi doświadczeniami, Natalia stawia upozytywniające nasze doświadczenia pytanie i zwraca uwagę na nieprzemijalną osobową sprawczość w tym, jak z przeszłości korzystamy.
(…) co mogę odnaleźć w swojej historii?
Jak mogę odnaleźć tradycje wewnątrz swojej historii, wewnątrz swojej biografii, która będzie końcem nitki prowadzącą mnie do kłębka?
W świadomości tego, z czego wyrastam tkwi ogromna siła, (…) tradycja, to jest to, co dostałam wprost, ale też to co przekształcam, co przetwarzam. W linii prostej mamy (...) 16 000 przodków w prostej linii. Nie idę sama. Nie jestem pierwszą kobietą w moim rodzie, która walczy o wolność. Nie jestem pierwszym człowiekiem w moim rodzie, który stara się być dobry, czy wolny. I to sprawia, że nie spadam. Zasób tradycji jest także potencjalnym antidotum na samotność. Przez rozumienie skąd i z czego pochodzę Ja i Ty tak samo, uzmysłowiamy sobie wspólne korzenie. Niesie nas jedna ziemia i nie poruszamy się po niej sami. Będąc ze sobą w uwadze, pozytywnie przeciwstawiamy się trendowi samowystarczalności i kulturze przemożnego indywidualizmu.
Zarazem jakakolwiek zmiana zawsze może się rozpocząć z naszego środka. Nie musi czekać na uzasadnienie z wewnątrz, ani na pozwolenie.
To aktywne nogi - zdolne do uniesienia dorosłości. Nie klękające pod presją, ani nie unoszące ciężar za wszelką cenę. W ruchu zdolne do rozróżniania zdrowego wysiłku od ciśnienia perfekcjonizmu, oraz rzeczywistej słabości od wyuczonej niemocy.
Ambicja to znaczy, że umiem powiedzieć "ile" i czego jest w danym momencie możliwe.
Zdrowe dążenie do przytomnie określonych celów nie jest tym samym, co kompulsja "najlepszości", nigdy nie przynosząca satysfkacji, za to powodująca niemało cierpienia, mówi Natalia, przywołując przykład lekkoatletyczki z Korei Północnej, która po wygranej w skoku wzwyż przeżywała nie radość, a ulgę.
Dojrzałość, mówi Natalia oznacza, że przyznaję się przed sobą do tego, że nie jestem dzieckiem (…) Biorę to, że nie jestem ofiarą; biorę to, że mam swój kawałek tortu; swoje nogi, którymi mogę iść.
Ani pozycja ofiary nie jest ambitną, ani pozycja perfekcjonizmu. I jedno i drugie wynika bycia z ulegania odruchom i nie jest poruszaniem się w dorosłości.
Otwarcie klatki piersiowej na miłość i ból. Najtrudniejszy i zarazem najbardziej heroiczny wymiar praktyki człowieczeństwa.
Aha, czyli to jest to, to znaczy mieć złamane serce, Natalia cytuje Diane Keaton. (...) No i to jest ta historia, którą obstawiam, że wszyscy, albo prawie wszyscy znamy, że jedyne, co jest gorsze od miłości, to brak miłości (…) w otwartości klatki piersiowej mogę zostać zraniona. Zamykając się, chcę się ochronić, uchować przed wiedzą że ci, których kocham umrą, albo że to, co kocham jakoś, w jakimś momencie stracę…
Wystawienie się na kochanie jest heroiczne.
No i najbardziej dramatyczny element człowieczeństwa - nie wystawiać się, znaczy jakby zdecydować, że nie (D), że jednak bunkier. To zaproszenie do budowania się w praktyce, wspierania i ośmielania otwarcia na miłość. Zdolności jej przyjmowania i dawania. Stwarzania na nią miejsca w sobie i nasilania jej krążenia w przestrzeni działania.
Stawiając pytanie krytyczne dla tej zdolności o wolę i umiejętność trzymania "dwóch końców historii" - jednoczesnego współczucia dla sprawców krzywdy i dla krzywdzonych? (…) psychologiczna reguła jest raczej taka, że nie da się empatyzować na raz z dwoma rzeczami. I co z tym zrobić?
Co to dla nas oznaczy być z otwartą klatką piersiową wobec niejednoznaczności?
Co potrzebujemy brać w obronę, na co się nie zgadzać, czemu okazywać lojalność?
Są pytaniami bez definitywnych odpowiedzi. Bycie w otwarciu, a nie "zatrzaśnięcie" czucia na jedną stronę zdarzeń, jawi się zadaniem dojrzewania na jogicznej ścieżce.
W pozycji do spokojna głowa. Umysł bez zamętu. Związana z kształceniem obserwacji jako aktu troski. Widzeniem pojmującym, lecz nie powodowanym przez poruszenia.
(…) często ludzie na początku (praktyki) mają takie złudzenie, że pewnych uczuć nie będzie; że jak już będę tą, powiedzmy joginką (...) to nie będę doświadczać lęku, bezradności, smutku, rozżalenia, wściekłości i tak dalej.
A tymczasem joga wytwarza moc dystansowania oglądu.
Mogę sobie powiedzieć:’ O, zdenerwowałaś się"(…) do dziewczynki, która mieszka w środku/ do chłopca, który mieszka w środku. Mogę to powiedzieć
i mówiąc to obserwować. (…) mówiąc to, buduję w sobie dojrzałość. W takim aspekcie staję się opiekunem - nieobojętnym na to, co czuję i pomocnym
w tym, jak się do siebie odnoszę.
Dziecko, które jest widziane przez rodzica ma kompletnie inne doświadczenie tego samego bólu, niż dziecko, które nie jest widziane przez rodzica, albo dziecko, które jest obserwowane, podkreśla Natalia. Jeśli mogę powiedzieć "widzę cię", to ataraksja polegać będzie nie na tym, że nie ma poruszeń, lecz, że nie jestem sama, kiedy są poruszenia. Staje się to terapeutycznym, głęboko przekształcającym, reparentingowym doświadczeniem.
Natalia zacytowała Eekharta Tolle, relacjonującego swoje doświadczenie wglądu. Będąc w ciężkiej depresji, usłyszał zdanie, które sam do siebie powiedział "Nie mogę już żyć ze sobą, nie mogę ze sobą wytrzymać. I wewnątrz tego zdania "zobaczył", że jest ten, który nie może żyć i ten z którym nie może żyć"… zarazem.
Chciałabym dla siebie i dla świata takiej pozycji, która wykracza poza to, co jest w słowie "obserwator", "świadek".
Chciałabym być dla siebie tym, kto w zamęcie widzi i mówi "jesteś w zamęcie Natalia" czy "O masz zamęt".
Widzę Ciebie. Ty mnie widzisz.
Natalia zostawiła odbiorców z przesłaniem wiary w sumę osobistych doświadczeń jako pomocy w drodze. Niezależnie od tego czy poruszamy się po niej prosto czy krzywo, wolniej czy szybciej od innych, można tej sumie zaufać.
Idąc po drodze stabilnie, w skupieniu na tym, co ważne, otwarcie, słuchając siebie z troską, uwzględniając siebie nawzajem i znajdując w sobie nawzajem oparcie, nie pozostaje nic więcej jak ufać, że "idziemy dobrze", czy może "pozostajemy" w dynamicznej praktyce stania na własnych nogach, czując ciężar, pion, napięcie i gotowość do ruchu w przytomnie obraną stronę. Nie uciekając w sztywność, nie zapadając i nie cedując odpowiedzialności za własną kondycję świadomości na zewnątrz.
Nie tracąc relacji z ziemię i nie dając się zabierać emocjonalnym wzburzeniom.
Tadāsana w ujęciu Natalii jest obrazem zdolności do znoszenia napięcia przeciwieństw, oraz do pozostawania w relacji bez wycofania.
Wobec osłabienia zewnętrznych norm, dojrzałość w praktyce jogi konfrontuje nas z koniecznością budowania wewnętrznej osi - nie w opozycji do innych, lecz w gotowości do współczucia i współdziałania. Wiąże się to z rezygnacją z fantazji o jednoznacznym odniesieniu i przenosi ośrodek działania między Moje, a Twoje czucie i widzenie. Przestajemy czekać by ktoś nas wziął "za rękę", ale też nie udajemy, że nikogo nie potrzebujemy. Opieramy się o całość doświadczenia. Uznając w drodze komplementarność potrzeb - zależności i autonomii.
Żadne ciało nie oddycha w pełni odcięte od otoczenia. Odbiera i wywołuje wrażenia. Dojrzewanie oznacza więce także więcej świadomości współbycia w jednym polu. Przemoc bowiem zaczyna się od utraty kontaktu: z ciałem i rzeczywistością własnego odczuwania w polu, które potencjalnie zarówno pozwala na zaspokojenie relacyjnych potrzeb, jak i tą możliwość zagradza. Jogiczna praktyka nasilania czucia ciężaru i osi zaangażowań ciała staje się narzędziem zapobiegania zerwaniu kontaktu z polem.
Synonimem tak rozumianego dojrzewania staje się zdolność rozpoznawania co i kiedy dpuścić, kiedy zmienić kierunek i na jaki, kiedy poprosić o wsparcie. Zdolnością do pogłębienia relacji z życiem, jakiego pragnę i potrzebuję.
Druga część projektu pomogła nam ujrzeć relację nauczyciel-uczeń innym okiem i rozważyć jej wewnętrzną dynamikę.
Posłuchaliśmy ile nieświadomego wnosimy do spotykania z drugim człowiekiem, uprzytamniając sobie jaką i nad czym właściwie sprawujemy władzę - czy prowadząc, czy będąc prowadzonym w praktyce. I może…, że jako praktykujący jogę nie musimy rezygnować z prawdziwych, wieloaspektowych, uczących się siebie?
W tym celu każdy z nas potrzebuje więcej uwagi na to, co sam/a wnosi w przestrzeń spotkania z uczniem/z nauczycielem i jaką rozgrywa tożsamościową rolę. Studiowania z niemniejszym oddaniem następstw hierarchicznych ustawień, które nieopatrznie przybieramy: czy się chroniąc za władzą (z lęku przed odsłonięciem wrażliwych części siebie), czy się przed nią wzbraniając (z lęku przed wzięciem odpowiedzialności za własne przeżywanie).
Pasja przekonań, zapamiętane metody radzenia sobie z wątpliwościami i lękiem, ucieleśnione poczucie miejsca i pozwolenia na siebie, wbrew najlepszym intencjom mogą utrudniać widzenie i przyjmowanie siebie nawzajem takimi, jaki tu i teraz jesteśmy, nieopatrznie zobowiązując do odgrywania znanych emocjonalnie ról: sprawców przemocy bądź przemocy ofiary.
Wokół autorytetu nauczyciela w jodze, jak pokazywały komentarze, przeżywamy w środowisku napięcie. Wzrośli i wychowani w Polsce uwewnętrzniliśmy wyobrażenia o postawach nauczyciela i prznosimy oczekiwania z nimi związane.
Wciąż żywe są w nas przeświadczenia o tym, że nauczyciel jogi: "musi być bardziej", "sprawniejszy", "nie może nie wiedzieć", "nie może nie umieć", czego następstwem jest ukrywanie rzeczywistych granic możliwości, zasłanianie się zewnętrznymi autorytetami/zasadami, działanie w oparciu o założenia w miejsce obserwacji i wymiany z odbiorcami.
Słowo "tradycja" bywa używane jak zaklęcie zamykające rozmowę, unieważniające wątpliwości i chroniące przed odpowiedzialnością za aktualną sytuację.
W oparciu o te same przekonania uczniowie projektują na nauczycieli własne potrzeby, napięcia i obawy, skłonniej idealizując, bądź dewaluując osobę nauczyciela lub wycofując się z relacji i nie podejmując z prowadzącym wymiany. Pozostając korzystającym "z zajęć" i "osobnym".
Zobaczyliśmy to "obciążenie", które rozmija się z prawdą tak, jak ją rozumiemy w jodze i z rzeczywistymi potrzebami praktykujących. Autorytet, który służy wynika z uczciwej relacji z własnym doświadczeniem. Im większa integralność - pogodzenie z własną historią, otwartość w sytuacji i zgodność z żywym tu i teraz, tym więcej prawdy w przekazie. Mocy przetwarzającegj to, co oddziela, w to, co buduje połączenia.
Dojrzewanie w jodze wymaga od nas trenowania "nie wiem", "to mnie przekracza", "potrzebuję czasu", oraz gotowości do bycia widzianym poza rolą nauczyciela czy ucznia.Umocowane w emocjonalnej rzeczywistości zasady spotykania się w praktyce i dzielenia przekazem nie muszą być sztywne. Potrzebują służyć uczeniu się - zjawisk osobowej świadomości w pryzmacie yogasan. Swobodzie wymiany tak, jak swobodzie oddechu.
We wspólczesnych świecie relacje coraz łatwiej ulegają polaryzacji, wycofaniu lub utwardzeniu racji. W tym kontekście praktyka jogi staje się przestrzenią kształcenia osobowej i relacyjnej dojrzałości.
Polegającej na uwzględnianiu siebie nawzajem, na zdolności słuchania i zapraszania w swoją przestrzeń, na korzystaniu ze wsparcia. Jest jogiczną kompetencją, bo wyrastającą z poznania rozróżniającego i biorącą odpowiedzialności za wywierany na innych wpływ.
Wnioski z projektowych spoktań pokazują, że przemoc zaczyna się od utraty kontaktu z odczuwaniem we własnym ciele i wycofaniem z pola relacji. Przez nasilanie uwagi na własnym ciężarze i ukierunkowywanie jego zaangażowania w polu, praktyka może działać jako narzędzie zapobiegania tej utracie. Nie próbując eliminować trudnych poruszeń, lecz ucząc się z nimi komunikacji.
Pozostając w metaforze Tadāsany, uczymy się stać stabilnie, ale nie samotnie; być w pionie, ale nie ponad innymi; zachować otwartość, nie rezygnując z siebie.
Jeśli edukacja w jodze ma odpowiadać na potrzeby współczesności, musi obejmować kształcenie świadomości relacyjnej, języka dialogu i gotowości do współodpowiedzialności za wspólne pole. Wtedy pozostanie praktyką, która nie oddziela, lecz łączy - ze sobą, z innymi i z życiem.
Głosy odbiorców w ankiecie potwierdziły przesunięcie uwagi w praktyce i nauczaniu: na dotyk i komunikację niewerbalną, na czerpanie wiedzy z popełnianych błędów, refleksję nad własnymi lękami - ukrytymi czy to pod hasłem "metody" czy " osobowej wrażliwości", a także większą potrzebę poznawania się jako ludzi.
Udział w Projekcie był dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Poczułam jak twórcze może być spotkanie między jogą, a psychologią. Joga może dać wiele psycholożce, a psycholożka może zaproponować coś ciekawego jodze. To była przestrzeń wymiany i wzajemnego uczenia się. Cieszę się, że mogłam w tym projekcie wziąć udział.
Natalia de Barbaro
Dla mnie Projekt Relacyjny był bezpieczną przestrzenią do przyjrzenia się temu, jak naprawdę funkcjonuję/my w relacjach - nie w teorii, tylko w doświadczeniu. Jako prelegent i uczestnik mogłam jednocześnie mówić i słuchać, co rzadko się zdarza w tak uczciwej konfiguracji. Najważniejsze były dla mnie rozmowy o granicach, odpowiedzialności i władzy w relacji nauczyciel-uczeń, bo one dotykają samego rdzenia praktyki. Poruszyło mnie to, jak wiele napięć i nieporozumień wynika nie ze złej woli, lecz z braku uważności i języka do ich nazwania. Odbieram ten projekt jako odważną próbę wzięcia wspólnej odpowiedzialności za jakość relacji w środowisku jogi. To inicjatywa, która zostaje w głowie i pracuje długo po zakończeniu spotkań.
Agata Świerzowska
Rozpoznania dotyczące władzy, projekcji oczekiwań, wycofania z udziału i odpowiedzialności nie ograniczają się do relacji nauczyciel-uczeń. Pracują w przestrzeni, jaką na codzień współtworzymy.
Trzecia część Projektu Relacyjnego przenosi uwagę na wspólnotę - na to jak funkcjonujemy jako grupa, środowisko i organizacja działająca w określonych strukturach. Przyglądniemy się temu, jakie normy wzmacniamy, jakie sposoby komunikacji utrwalamy oraz jak reagujemy na napięcie, różnicę i konflikt. Dla nas, organizatorów projektu, to istotny wymiar praktyki.
W perspektywie wspólnotowej szczególnie wyraźnie ujawniają się skutki nieuwagi w kontakcie, czy wręcz jego unikanie: izolacja, polaryzacja, presja grupowa, utrwalone role, jakie nieświadomie obieramy w grupie lub jakie grupa na nas nakłada. Praktyka w tym wymiarze stawia pytanie o miejsce świadomej jednostki i jej odpowiedzialność w większej całości społecznej.
Tą część Projektu będziemy realizować w maju 2026 roku, częściowo w toku Polskiej Konwencji Jogi Iyengara w Krakowie, badając w jaki sposób dojrzała praktyka jogi może nam pomóc współtworzyć środowisko wsparcia.
Natasza Moszkowicz
Aleksandra Duda
Natasza Moszkowicz
Agnieszka Limberger-Bichajło